czwartek, 29 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 6

A po wszystkim nauczysz się, że istnieje różnica między trzymaniem się za ręce  a zakochaniem, że obietnice łatwo można złamać, pocałunki nie zawsze "coś" znaczą a na do widzenia wystarczy zwykłe "żegnaj".

Dziś był ten wyjątkowy dzień. Tego słonecznego sobotniego popołudnia Ann Kathrin i Mario mieli zawrzeć sakramentalne tak. Czy byli szczęśliwi? Na pewno. Lecz nie każdemu udzielał się iście optymistycznie radosny nastrój. Amanda od rana nie mogła spać, wypijając szklankę soku zagryzła przy tym tosta z dżemem i powzięła myśl, że należałoby w końcu porozmawiać z tatą. Nie na temat Angie, bo to jeszcze świeża sprawa ale o własnych problemach. Kiedyś mogli zawsze na sobie polegać, nie było przed nimi tematów tabu. Teraz ten kontakt niechybnie osłabił się co nie uszło niezadowoleniu brunetki. Wsiadła więc w swoje auto i zmierzała w kierunku swego rodzinnego domu. Tam wszystko było łatwiejsze, prostsze. Tak jakby problemy w ogóle nie istniały. Świat kręcił się w swoim zawrotnym tempie a ich mała cząstka stała w miejscu nadając swój własny rytm.
-Cześć tato- rzuciła na powitanie Amy widząc mężczyznę czytającego gazetę.
-Dziecko, dawno Cię nie widziałem- rzekł przytulając do siebie starszą ze swoich pociech.
-Angie nie ma?- zapytała dziewczyna
-Poszła do koleżanki. Stało się coś?- zadał pytanie widząc dość niewyraźną minę swojej córki. Zawsze wiedział kiedy Jej coś dolega, przecież był ojcem.
-Przejdziemy się do ogrodu?- rzekła mając nadzieję na świeżym powietrzu choć na chwilę zebrać myśli.
Chwytając  rodziciela pod ramię udali się na zewnątrz gdzie pośród domu rosły wielobarwne kwiaty i pięły się w górę rozmaite owocowe drzewa. Gdy była mała uwielbiała przychodzić tu z kocem i bawić się na powietrzu.
-Dziś jest ślub Ann.
-Tej Ann?- zapytał wyraźnie zaciekawiony.
-Tak, moja przyjaciółka wychodzi za mąż-uśmiechnęła się w duchu ciesząc się ze szczęścia blondynki. -Pamiętasz tato jak przyprowadziłam pierwszego chłopaka? Rany boskie miałam dwadzieścia jeden lat, już myślałam, że zostanę starą panną.
Słuchając wywodów córki mężczyzna uniósł kąciki ust w szczerym uśmiechu.
-Nie śmiej się, to wszystko Wasza wina. Tak Twoja i Mamy, zawsze byliście tak dobranym małżeństwem, że każdy chłopak którego spotykałam nie dorastał Ci do pięt tato.
-I poznała Marco- stwierdził rodziciel brunetki.
-Taaak- rzekła przeciągle Amy zatrzymując się na chwilę. -Na początku mnie irytował a później został moim mężem.....Tato, rozwodzimy się- rzuciła na jednym wydechu wyczekując jakiejkolwiek reakcji.
-Jak to?Amy żartujesz?- zapytał lecz wystarczył jeden rzut oka na córkę by rozwiać swe wątpliwości. Dziewczyna mogła kłamać jak z nut lecz w Jej oczach było coś takiego, że ledwo zdążył do Nich zajrzeć wiedział, że to nie blef -Co się stało? Zranił Cię?
-To już nawet nie o to chodzi. Boli mnie to, że zamiast rozwiązywać nasze problemy znalazł pocieszenie u innej. Wiem, że nie byłam bez winy ale nie zasłużyłam na to.
-Wszystko będzie dobrze- odrzekł mężczyzna gładząc córkę po plecach.
***
Ubrana w kremową sukienkę przed kolano z małym bukiecikiem lilii w dłoniach uchyliła drzwi kościoła. Spóźniła się trochę, w sumie celowo nie chciała udawać sztucznej radości i widzieć Marco. Stanęła na samym końcu wypatrując sylwetki państwa młodych. Gdy zajrzała tuż na ołtarz zdała sobie sprawę, że nie tylko Ona zrzekła się z bycia świadkiem. Mianowicie tuż za Mario nie spoczywał Marco lecz jakiś inny mężczyzna. Obejrzała się z niepokojem na resztę gości i w najmniej oczekiwanym momencie ujrzała Go. Jak zawsze cholernie idealny w dopasowanym garniturze. Stał w tym samym miejscu co Ona lecz po drugiej stronie kościoła. Patrzył na Nią tym swoim obłędnym wzrokiem z którego nigdy nie potrafiła wyczytać myśli blondyna. Był nieprzewidywalny.
-Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci- dotarło do uszu Amy toteż postanowiła odwrócić wzrok.
Przez głowę przeszły Jej różne myśli, czy kiedy Ona stała na ślubnym kobiercu wyobrażała sobie to co będzie działo się teraz? Nie, oczywiście, że nie. Miała nadzieję trwać w tej sielance aż do grobowej deski.
***
Gości była pełna sala, zarówno Mario jak i Ann posiadali bowiem liczne rodziny oraz szeroką grupę przyjaciół. Trzymając lampkę szampana w dłoni Amy postanowiła na chwilę się przewietrzyć. Była wprost rozrywana do tańca lecz nie miała ochoty z nikim wirować na parkiecie. Nawet tu na zewnątrz jakiś chłopak namolnie prosił o taniec, gdy odmawiała nie chciał słuchać słowa sprzeciwu ciągnąc Ją za nadgarstek.
-Nie słyszałeś co  powiedziała?!- męski głos odciągnął energicznie chłopaka dając Jej poczucie swobody. Czy na pewno?
-Nie musiałeś być taki niemiły- prychnęła poprawiając swoją suknię -Od kiedy Ci tak zależy na moim zdaniu?
-Pieprzysz znów głupoty Amy. Zaraz, zaraz....a może miałaś też z Nim ochotę?- zapytał za co dostał siarczysty cios wymierzony wprost w Jego lewy policzek.
-Jesteś skończonym idiotą Reus. Zamiast denerwować mnie na każdym kroku może byśmy porozmawiali jak ludzie?-zapytała siadając na krześle.
-O przepraszam księżniczkę, że uraziłem- prychnął.
-Opanuj się człowieku, żyjesz w takim kłamstwie, że szkoda mi Ciebie wiesz? Jakieś farmazony jak to Ci było dobrze i wspaniale a przy pierwszej możliwej okazji idziesz z Nią do łóżka i jedyne co słyszę to, że jest lepsza ode mnie! Super!- stwierdziła czując jak do Jej oczu napływa fala łez.
-Amy
-Po prostu porozmawiajmy- wycedziła przez zęby.-Dopóki możemy na siebie patrzeć rozwiedźmy się jak normalni, cywilizowani ludzie.

-Skontaktuje się z prawnikiem i w przyszłym tygodniu dostaniesz pismo- odrzekł skruszony. -Jeśli chodzi o dom...
-Nie chcę Go, możesz tam zostać- odparła na jednym wydechu zdając sobie sprawę, że zaraz się rozpłacze.
Nastała długa krępująca cisza którą postanowił przerwać Mario szukając swego przyjaciela- Marco chodź na chwilę.
I tak po prostu poszli, Amanda poczuła się jakby część życia uciekała gdzieś daleko.
-Amy? To Ty?- zapytała Ann, która zauważając przyjaciółkę usiadła obok.
-Chciałabym aby ktoś włożył mi nową kartę pamięci do mózgu. Taką czystą, nic bym nie pamiętała.
-Myślałam, że się pogodziliście- odparła panna młoda.
-Ja Go kocham- Amanda Reus przestała zgrywać feministkę. Rozpłakała się wycierając swe dłonią, na której znalazł się tusz do rzęs. -Ja Go tak cholernie potrzebuję, mimo tego co zrobił jest dla mnie wszystkim. Nie mogę patrzeć jak wyrywa te dziewczyny na jedną noc
-Amy, chodź do środka, rozmazałaś się- odrzekła Ann nie mogąc patrzeć na cierpienie przyjaciółki,
-Nie, chyba pójdę do domu. Przepraszam kochanie ale powinnaś być szczęśliwa, to najpiękniejszy dzień w Twoim życiu. Nie będę psuć tej atmosfery a poza tym nie chcę się znów upić zrobić jakiejś głupoty. Jeszcze jedno, chcę żebyś wiedziała, iż bardzo się cieszę, że wychodzisz za mąż. Mario to dobry chłopak.
-Dziękuję- wyszeptała Ann tuż do ucha przyjaciółki przytulając Ją.
***
Kolejna butelka wina lądowała tuż pod stołem turlając się po podłodze. Przeglądając wspólne zdjęcia z Marco przypomniała sobie te wszystkie wspaniałe chwile przeżyte z blondynem. Kiedyś nie wyobrażała sobie życia bez Niego a teraz? Była zmuszona sobie sama radzić. Nigdy nie rozumiała samobójców, jak tak po prostu można myśleć tylko o sobie i się zabić? W tej chwili jednak wszystko Jej było jedno. Przeglądając zdjęcia z Ibizy z zeszłych wakacji zamknęła z trzaskiem laptopa.
-Idź do diabła Reus.
************************
Och! Mam nadzieję, ze chociaż Wam się spodoba bo mi osobiście z rozdziału na rozdział wydaję się, że coraz to gorsze flaki z olejem!
Nie skłamię jeśli powiem, że Wasze komentarze ogromnie mnie motywują.
No tak sie cieszę!


See you ;*
P.S. Mój drugi blooooog---->KLIK

środa, 21 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 5

Jednym z najgorszych uczuć, które towarzyszy człowiekowi jest natłok myśli i wyobrażeń, kiedy chcemy krzyczeć i niszczyć wszystko co Nas otacza tylko po to, żeby dać upust swoim emocjom. Ta bezradność, która kumuluje się aż w końcu objawia się w najgorszym momencie.
W życiu Amandy wszytko wróciło na dawne tory. Po incydencie w klubie w świadomości dziewczyny nie było o tym już ani śladu. Od rana do późnego popołudnia przebywała w szpitalu by zagłuszyć swe wyrzuty moralne, kiedy tylko mogła brała też dodatkowe nocne dyżury byle tylko być jak najdalej od domu.
Dom...To słowo nabrało zupełnie nowego znaczenia dla młodej Niemki, nie tak Go sobie wyobrażała. Prawdziwy dom to taki, w którym od razu po przekroczeniu progu czujesz się lepiej. Wiesz, że zawsze ktoś na Ciebie czeka, z obiadem, z kolacją, z czymkolwiek. Tymczasem mieszkała zupełnie jak nie u siebie, czuła się  tak jakby przez ostatnie te tygodnie przebywałaby w hotelu. Białe ponure ściany wprawiały Ją w posępny nastrój a pod oknem leżały jeszcze nierozpakowane kartony, które niespecjalnie zachęcały do przeglądnięcia ich zawartości. Żywiła się zupkami chińskimi ponieważ nie widziała sensu gotować dla samej siebie, nie miała na to ani ochoty ani czasu. Dziś nastał dzień w którym zmusili Ją w pracy do przymusowego urlopu, nie podobał Jej się ten pomysł ale nie miała wyboru. Wiedziała już, że spędzi cały dzień na bezsensownym wpatrywaniu się w ekran telewizora jedząc lody i narzekając jaka to jest bezmyślna i naiwna. Gdy tylko otworzyła oczy zdała sobie sprawę, że ktoś namolnie maltretuje Jej dzwonek przy drzwiach.
-Już idę- krzyknęła nie mogąc znieść uporczywego sygnału. Wciągając na siebie szlafrok obwinęła się nim  i szczelnie obwinęła po czym podeszła do drzwi spoglądając przez wizjer.
-Ann to Ty. Co tu robisz tak wcześnie rano?- zapytała zdziwiona widokiem przyjaciółki. Modelka słynęła z tego, że ranek zaczynał się dla Niej co najmniej od godziny jedenastej.
-Jak to co? Nie mów, że zapomniałaś! Cholera! Ty naprawdę zapomniałaś!- twierdziła spoglądając na strój dziewczyny-Miałyśmy dziś iść po suknię...Po moją suknię ślubną!
Otwierając ze zdziwienia oczy brunetka zdała sobie sprawę, że niedawno rzeczywiście obiecała to Ann. Do ślubu młodych państwa Goetze było coraz mniej czasu a panna młoda nie wyobrażała obie tego, iż sama będzie wybierać suknię. Mario przecież o to nie poprosi, nie może widzieć Ją przed ślubem w kreacji.
-Przepraszam, wejdź, usiądź. Zaraz się ubiorę i obiecuję Ci, że jeszcze dziś kupimy najładniejszą suknię ślubną w Dortmndzie.
***
-Będziesz wyglądać jak księżniczka- stwierdziła Amy spoglądając zza stolika na przyjaciółkę.
Właśnie dokonały odpowiedniego wyboru, nie było wcale tak łatwo, gdyż suknie okazywały się albo za duże, albo nie w guście modelki. Po kilkugodzinnych poszukiwaniach jednak znalazły zdobycz, która spodobała się im obu. Zmęczone  po wyczerpujących zakupach postanowiły odpocząć przy filiżance kawy. Dla Ann był to pretekst by wypytać przyjaciółkę o pewne sprawy.
-Amy...Nie wiem jak Cię o to zapytać, bo ostatnie wydarzenia nie były dla Ciebie najlżejsze. Ale muszę...Miałaś być moim świadkiem ale zdaję sobie sprawę, że Mario wybierze...
-Marco- dokończyła Niemka-Tak Ann, wiem. Przepraszam Cię bardzo ale w obecnej sytuacji musisz mnie zrozumieć. Samo przyjście na ten lub gdzie będzie Reus jest dla mnie katorgą. Jeśli miałabym wytrzymać choć pięć minut w kościele stojąc obok Niego to na pewno znów zaczęlibyśmy się kłócić a nie chciałabym by to popsuło ceremonię.

-Tak myślałam. Przykro mi z tego powodu, bardzo Cię lubię. Ale nie mogę też wymagać od Mario aby zmienił swojego świadka, mam nadzieje, że choć trochę mnie rozumiesz?
-Nie przejmuj się mną. To Ty masz być szczęśliwa w tym dniu a ja będę również. Nieważne czy będę siedzieć gdzieś obok Ciebie czy w takim miejscu, że nikt mnie nie zauważy. Przecież wiesz, że życzę Ci jak najlepiej a świadka znajdziesz na pewno.
Zarówno dla Ann jak i Amandy była to ciężka sytuacja. Od kiedy poznały się pierwszy raz poczuły, że będą przyjaciółkami. Amy od razu przyskarbiła obie sympatię blondynki gdy Reus przyprowadził Ją na imprezę do Mario. Cieszyła się, że Marco w końcu znalazł miłą, mądrą dziewczynę, że przestał traktować damskie towarzystwo jak zabawki i pomyślał o Niej poważnie. Tymczasem nie udało im się...
***
-Stary co Ty wyprawiasz?! Po raz drugi w tym tygodniu nie było Cię na treningu! Martwię się o Ciebie durniu a Ty jak nigdy nic leczysz sobie kaca!- rozzłoszczony Goetze zbierał butelki po piwie, które walały się po podłodze w mieszkaniu blondyna.
-Nie krzycz tak. To tylko impreza, wielkie mi halo.
-Która już w tym tygodniu? A ta panienka, która przed chwilą stąd wychodziła? Co to ma znaczyć Reus!? Co Ty ze sobą robisz?- pytał Goetze lecz nie dostał jakiejkolwiek odpowiedzi na zadane pytania.
-Posłuchaj Mario. Wiem, że się o mnie troszczysz mamusiu ale jestem dorosły, mam dwadzieścia cztery lata i...
-Właśnie masz dwadzieścia cztery lata a zachowujesz się jakby miał co najmniej szesnaście.
-Nie pouczaj mnie! Wiem co robię, jeśli mam ochotę imprezować będę to robił, jeśli mam ochotę uprawiać seks z przypadkowymi dziewczynami też to zrobię. Rozumiesz?! Naiwnego Marco już nie ma. Za długo żyłem w świadomości, że wszystko jest takie piękne i cudowne, Moja żona przyprawiła mi rogi a ja łudziłem się, że znalazłem miłość  swojego życia.
-Blondi, proszę Cię. Weź się w garść, niedługo biorę ślub. Możesz choć na chwilę się ogarnąć i zachowywać jak na prawdziwego świadka przystało?- zapytał brunet siadając obok przyjaciela.
-Mario właśnie...Nie jestem w stanie być Twoim świadkiem, rozumiesz...Amy.
***
Modelka rozsiadła się na kanapie ze świstem wypuszczając powietrze z płuc. Mario spoglądając na swoją przyszłą żonę wiedział, że coś jet nie tak. Zawsze to wyczuwał. Świdrował Ją tylko tym swoim wzrokiem a Ona już wiedziała, że brunet nie odpuści dopóki nie wydobędzie z Niej informacji.
-Nie mam świadka- odparła wznosząc oczy ku niebu.
-Ja też nie- stwierdził po czym blondynka nic nie rozumiejącym wzrokiem spojrzała na Jego twarz.
-Pięknie po prostu pięknie. To wszystko od początku jest nie tak. Najpierw nie mogliśmy zgrać terminu w kościele, teraz jeszcze to. Może to jakiś znak- zadumała się na chwilę dziewczyna.
-Co Ty wygadujesz?!To, że nasi przyjaciele mają problemy to nie znaczy, że ślub mamy odwoływać- rozzłościł się Goetze.
-Problemy?! Mario to nie są problemy, oni się rozwodzą. Para, którą zawsze miałam jako ideał tak po protu nie może na siebie patrzeć. Tylko dlatego, że Twój cudowny przyjaciel postanowił zabawić się ze swoją byłą!- modelka zerwała się z kanapy zmierzając do kuchni.
-Z tego co wiem to Amy wcale nie jest święta. Ona Go wcześniej zdradziła a poza tym nie oceniaj, wcale Go nie znasz!- krzyknął z hukiem zamykając się w łazience.
Jeszcze tego brakuje, żeby się kłócić o przyjaciół- pomyślała dziewczyna. Doskonale wiedziała, że Amy nie zdradziła Reusa ale obiecała nikomu nie pisnąć ani jednego słówka. Była zła na siebie, że staje w obronie przyjaciółki kłócąc się przez to z brunetem. Mimo wszystko to nie Jej sprawa co dzieje się w małżeństwie Amandy. Zbyt zdenerwowana przebiegiem zdarzeń poczuła jak po policzku pociekły Jej łzy. Wcale nie miała zamiaru się kłócić i przy okazji obrażać Reusa, lubiła Go przecież.
-No już...Przepraszam Ann, nie lubię gdy płaczesz a w szczególności przeze mnie- zza drzwi wyłonił się nagle Mario.-Nie powinniśmy ich do tego wszystkiego mieszać. Mają całkowitą rację, też nie chciałbym być czyimś świadkiem  w tej sytuacji. Znajdziemy kogoś nowego, to nie koniec świata- przytulając narzeczoną głaskał Ją po włosach w celu uspokojenia.
***
Oddaję kolejny rozdział nieco krótszy niż poprzedni ale jest:)
Mam nadzieję, że choć trochę się spodoba;)
Za wszelkie błędy przepraszam ale z powodu opóźnienia na blogu chciałam jak najszybciej coś dodać.
Buziaki:**

środa, 7 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 4

Nie mam nic przeciwko, byś wyszedł teraz z domu i powiedział każdej napotkanej osobie co Ci zrobiłam ale nie zapomnij także wspomnieć o tym co zrobiłeś mi. Zemsta w kontekście związku...kiedy postanawiasz sprawdzić czy to prawda, że nie można upaść niżej...jeżeli czujesz się lepiej z krzywdą wyrządzoną komuś, bo Tobie też Ją wyrządzono- wiedz, że jesteś malutkim człowieczkiem.
Amanda Reus wcale nie miała ochoty na jakiekolwiek zabawy, zwłaszcza z Ann. Dziewczyna słynęła z tego, że była niezmordowana. Nie schodziła z parkietu dopóki nogi nie odmówiły posłuszeństwa. Jednak Amy czuła, że musi zwolnić, odpocząć. Od pracy, od Reusa, od Angie, znalazła nowe ładne mieszkanie a wiec było co oblewać.
-Wznieśmy toast w takim razie za nowe, lepsze życie!- unosząc kieliszek z alkoholowym trunkiem w górę Ann entuzjastycznie chciała rozpocząć zabawę. Zaraz po tym śmigała w swych nowych butach na parkiet by poruszać się w rytm skocznej piosenki. Amy postanowiła, że nie będzie gorsza. Nie przyszła tu przecież po to by siedzieć przy barze i zatapiać swoje smutki w procentach. Zdążyła tylko wejść na parkiet gdy zwróciła uwagę wysokiego bruneta. Zdecydowała się zatańczyć choć nie była skora do jakiejkolwiek rozmowy. Po prostu miała ochotę zatańczyć. Tkwili tak w tańcu gdy Jej wzrok przykuł mężczyzna nieopodal Niej. Zdezorientowana Ann patrzyła w tym momencie to na blondyna to na brunetkę. Amy poczuła tak narastającą w sobie panikę iż zakończyła taniec z mężczyzną i bez najmniejszych wyjaśnień skierowała swe szybkie kroki do łazienki. Za Nią jak cień podążała przyjaciółka. Weszła do pomieszczenia wypuszczając głośnym akcentem powietrze z płuc, odkręciła kran po czym pochyliła się nad Nim by zaczerpnąć w swe dłonie odrobinę wody. Zwilżyła swe spierzchnięte usta spogladając na sylwetkę Ann odbijającą się w lustrze.
-Tego nie przewidziałam- stwierdziła.- Ann, jest tyle klubów w Dortmundzie, co On tu do cholery robi?!
-Amy uspokój się to nic takiego.
-Nic takiego? Mój mąż tu jest! Zdradził mnie i myśli, ze ja to też zrobiłam. Tak jak gdyby nigdy nic mam się zachowywać? Nie mogę Ann, nie mogę...
- kucając pod ścianą oczy dziewczyny zaszkliły się niewyobrażalnie szybko. -Kiedyś myślałam, że wyszłam za najtroskliwszego mężczyznę pod słońcem. Zawsze jak byłam zmęczona po pracy kazał mi się położyć a potem siadał obok kładąc sobie moje nogi na swoich kolanach i nic nie musiał mówić, wystarczy, że był. Jaka ja byłam głupia...Udawał, udawał to wszystko. Tą wielka miłość do mnie, wiesz co powiedział mi ostatnio? "Nie dorastasz Jej do pięt". Tak, Carolin Bohs jest lepsza ode mnie w łóżku, był w stanie powiedzieć mi to prosto w oczy..- łzy lały się ciurkiem tak jakby ktoś odkręcił kran z wodą. Te kropelki parzyły skórę niczym wrzątek, zawsze tak się dzieje gdy ktoś bliski wyrządza Nam krzywdę.
-Hej, mała... Posłuchaj mnie- Ann podniosła podbródek przyjaciółce by dotarło do Niej to co ma do powiedzenia- Wiem, że mój Mario przyjaźni się z Reusem, wiem, że to będzie ciężka sytuacja ale jestem z Tobą. Nie wiem co się stało Marco, nie wiem co Mu odbiło, żeby mówić takie rzeczy. Jest kompletnym idiotą ranić taką wspaniałą dziewczynę, rozumiesz? Teraz wstaniesz z tej podłogi, poprawisz makijaż i pokażesz Mu jak wiele stracił i jakim jest skończonym dupkiem!
***
Wychodząc z łazienki Amanda postanowiła najpierw się rozejrzeć aby ewentualnie zlokalizować  poszukiwanego osobnika. W głębi duszy miała nadzieję, że wyszedł z klubu aby nie wprawiać ich obojga w niezręczny nastrój. Jednakowoż blondyn nie miał tego w planach, miał zamiar zupełnie tak jak Ona dobrze się bawić. Dokładnie w tym momencie tańczył z jakąś rudowłosą dziewczyną, która kleiła się do Niego jak glon do szyby akwarium. Patrząc na ten obrazek Amy o mało co nie wybuchła gniewem. Stwierdzając, że musi się napić pociągnęła Ann za rękę w kierunku baru. Energicznie mijając zatłoczony klub dostały się tuż za ladę gdzie zamawiała najbardziej procentowe drinki.
-Amy, nie możesz, masz za słaba głowę i dobrze o tym wiemy. Będziesz jutro tego żałować.- Ann próbowała odciągnąć Niemkę od tego pomysłu jednak ta była na tyle zdecydowana iż nie miała zamiaru przystopować.
-Jedyne czego będę żałować to dnia w którym na mojej drodze pojawił się Marco Reus- odparła przechylajac jednym ruchem ręki kieliszek. Odwróciła jeszcze swą głowę w miejsce gdzie przed chwilą Jej mąż tańczył z rudowłosą dziewczyną,  lecz to co ujrzała doprowadzało Ją do furii. Mianowicie blondyn przypierając nową koleżankę do ściany zaczął Ją namiętnie całować trzymając Ją kurczowo za pośladki.
-Jeszcze raz to samo- zwróciła się do barmana klnąc w myślach Marco, który robił coś tak ohydnego na Jej oczach. Dosyć, że w Jej obecności to jeszcze tak, żeby wszyscy to widzieli. Katastrofa.
***
Poprawiała swe niesfornie opadające włosy, których kosmyki znajdowały się na całej twarzy. Poczuła już dość mocno zaalkoholizowany organizm lecz nie zamierzała przestać.
-Amy błagam , jedźmy do domu- zaoponowała Ann, która nie tak wyobrażała sobie noc w klubie. Dziewczyna zamarła gdy ujrzała obok nich tego samego człowieka, który doprowadził Amandę do tego stanu.
-Cześć Ann....Amy- dodał spoglądając posępnie na sylwetkę brunetki, która nie zamierzała się odwracać. Na dźwięk głosu blondyna poczuła w sobie tyle odwagi i wrogości w stosunku do męża, że jedyne czego pragnęła to przywalić Mu w tą piękną buźkę tak aby już nigdy nie miał możliwości spojrzenia w lustro. Zrezygnowała jednak z tego kroku czując jak chwiejne są Jej nogi.
-Widzi Pan tę piękną dziewczynę na parkiecie?- zapytał barmana wskazując na znienawidzoną przez Amy Niemkę. -Poproszę najlepszy drink jaki tutaj serwujecie- puszczając oczko do mężczyzny zaczął otwierać portfel.
-Taaaak, najlepszy drink- powtórzyła Amanda- Tylko wie Pan musi być na tyle mocny, żeby dziewczyna padła z wrażenia a On mógł Ją sobie przelecieć. Najlepiej niech od razu Pan włoży tam jakąś tabletkę gwałtu- prychnęła brunetka
-Amy, przestań. Idziemy- łapiąc przyjaciółkę za ramię Ann postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.
***

Najbardziej odczujesz brak drugiej osoby gdy będziesz siedział obok Niej i będziesz wiedział, że Ona nigdy nie będzie Twoja.

Poranne promienie słońca raziły oczy niczym laser chcący dorwać się do zakamarków mózgu. Głowa była nadmiernie ciężka a każda część ciała wołała o pomoc. Amanda otworzyła powolnie oczy żałując tego w tej samej chwili. Leżała naga przykryta jedynie satynową kołdrą a obok Niej spoczywał mężczyzna, który podobnie jak Ona pozbawiony był odzieży. Jak to się stało? Co ja tu robię?- te pytania zadawała sobie dziewczyna, która mało co pamiętała z zeszłej nocy. Miało być tak pięknie, razem z Ann świętowały  a później film się urwał. Co jakiś czas w Jej pamięci przelatywały obrazy to z Reusem to z rudowłosą dziewczyną. Poczuła nieprzyjemny zapach w gardle i stwierdziła, że musi jak najszybciej dostać się do ubikacji. Biegała po cudzym mieszkaniu po omacku szukając upragnionej toalety. Gdy w końcu Ją znalazła zrzuciła z siebie ciężar wczorajszej nocy. Oddychając ciężko pochylała się nadal nad sedesem czując jak ból głowy rozsadza Jej czaszkę.
-Już wstałaś maleńka?- zza Jej pleców wydobył się ohydnie skrzekliwy głos, który przyprawiał Ją o dodatkowe dreszcze. Obróciła się delikatnie by zgromić towarzysza wzrokiem i wtedy spostrzegła, że mężczyzna oparty o framugę drzwi jest nagi.
-Mógłbyś się ubrać?- zapytała okrywając sama siebie ręcznikiem. Tak bardzo było Jej wstyd, iż gdyby mogła zapadła by się pod ziemię. Jak mogła w ogóle spojrzeć na tego osobnika? Był obleśny.
-Wczoraj Ci się podobało misiu. Byłaś cudowna- odparł zbliżając się na niebezpieczną odległość do ciała brunetki. Poczuła Jego dłonie na swych plecach oraz nieprzyjemny odór alkoholu tuż koło ucha.
-Hola, hola. Ręce przy sobie. To, ze wczoraj coś zrobiliśmy to nie znaczy, że mam ochotę to powtórzyć.- stwierdziła wyswobodzając się z uścisku mężczyzny. Poszła w kierunku sypialni poszukując swoich ubrań. Gdy znalazła garderobę najszybciej jak tylko mogła wdziała Ją na swe ciało i opuściła mieszkanie do którego miała nadzieję już nigdy nie wracać.
***
Pierwszą rzeczą jaką zrobiła gdy tylko weszła do swego przytulnego mieszkania była podróż do łazienki. Zdejmując czarną koronkową  sukienkę oraz bieliznę udała się pod prysznic. Stanęła naga w miejscu odkręcając kurek z wodą, która przyjemnie spływała po Jej skórze. Odchyliła nieco głowę by kropelki cieczy mogły dotknąć Jej brzoskwiniowej cery na twarzy. Była zła, zawstydzona i jedyne o czym marzyła to zapaść się w głęboki sen i już nigdy się nie obudzić. Stała tak w nieruchomej pozycji dobre dziesięć minut, miała nadzieję zmyć z siebie moralny brud z poprzedniej nocy lecz w głowie nadal miała obraz nędzy i rozpaczy. Jak mogła posunąć się do tego stopnia? To było dla Niej niedorzeczne. Otulając się puchowo- różowym szlafrokiem na bosych stopach powędrowała do kuchni w poszukiwaniu tabletek na ból głowy. Gdy Je znalazła połknęła od razu dwie by nie katować się nieprzyjemnie pulsującą migreną, która niszczyła Jej nastrój. Miała dość, serdecznie dość. Ostatnie dni były dla Niej męką i ciągłym zmartwieniem, po wczorajszych wydarzeniach problemy wcale nie zniknęły. Poszukując w szafie odpowiedniej bielizny rozmyślała co z Nią jest nie tak. Ubierając koszulkę, która docierała do Jej połowy ud postanowiła przespać się choć jeszcze godzinkę, może to wszystko jakiś koszmarny sen? Gdy się obudzi będzie wszystko dobrze, musi być.
***
Kolejny raz tego dnia Jej oczy otworzyły się w ramach pobudki. Tym razem dzwoniący telefon co chwila nie dawał Jej spokoju, miała zamiar przeczekać aż osobnik znudzi się ciągłym maltretowaniem Jej osoby lecz nic z tego.
-Słucham?- zapytała ledwie słyszalnie czując nadal w gardle, że wcale nie jest na siłach dokonywać jakiejkolwiek rozmowy.
-To ja słucham. Co Ty wyprawiasz? Zachowujesz się jak rozpieszczone dziecko. Nie życzę sobie takiego traktowania, rozumiesz? Akurat Ty masz najmniej do powiedzenia względem mojej osoby- stwierdził głos w słuchawce który był głośny, za głośny.
-Marco, nie krzycz. O co Ci właściwie  chodzi?- zapytała zdezorientowana dziewczyna nie kojarząca jakichkolwiek faktów.
-O co mi chodzi? Raczej o co Tobie chodzi. Nie możesz tak sobie przychodzić do klubu i zwyzywać mnie od najgorszych, co Ty sobie wyobrażasz?! Świętą udajesz?! Otóż wyobraź sobie, że mam Cię gdzieś. Wracam do starych nawyków a Tobie nic do tego. Będę robił co będę chciał! Jeżeli miałem zamiar przespać się z tą dziewczyną to nie powinnaś się wtrącać, nasze małżeństwo, które było największym błędem mojego życia to tylko kwestia czasu, rozumiesz?!
-Nie wydzieraj się na mnie! Do jasnej cholery! Mam Cię dość ! Daj mi święty spokój i nie dzwoń tu!
- wciskając zbyt mocno czerwoną słuchawkę rzuciła telefonem o ścianę co w gruncie rzeczy doprowadziło do zniszczenia obudowy.
***
-Ann co tam się wydarzyło?- zapytała brunetka zaraz po tym gdy trochę ochłonęła i przeniosła się do narzeczonej Goetzego.
-Zaraz, to Ty nic nie pamiętasz?...Wiesz może i w sumie to dobrze. Nieźle narozrabiałaś.
-Ann błagam zlituj się, nic nie pamiętam, mogłabyś mnie oświecić?
- zapytała Amy nie zdając sobie sprawy co usłyszy.
-Na początku było fajnie, dobrze się bawiłyśmy. Potem zjawił się Reus z jakąś dziewczyną i chciałaś wyjść ale Cię przekonałam, żebyśmy zostały i pokazały Mu, że nie potrzebujesz Go do szczęścia. No i tutaj się zaczęło....- rzekła Niemka wypuszczając ze świstem powietrze z płuc.
-Co się zaczęło..Ann?- zapytała podnosząc jedną brew do góry.
-Wlewałaś w siebie hektolitry przeróżnych drinków, mówiłam Ci żebyś przystopowała ale nie chciałaś mnie słuchać. W pewnej chwili zjawił się Marco i tak bez powodu zrobiłaś Mu awanturę a na koniec poszłaś do tej Jego laluni i kazałaś Jej spieprzać do domu.

Zdziwiona Amanda patrzyła na Ann jak na okaz dziwnego zjawiska. Z otwartymi na oścież ustami i wytrzeszczonymi oczami nigdy nie podejrzewałaby siebie o taki czyn.
-Zniknęłaś mi potem- Ann poczęła kontynuować swą opowieść - Nigdzie Cię nie było, przeszukałam cały klub a Ty tak po prostu się rozpłynęłaś, Dzwoniłam, pisałam ale nic. Pomyślałam, że bardzo się wkurzyłaś na Reusa i poszłaś do domu więc też zwinęłam się do siebie.
-Nie poszłam do domu, obudziłam się w cudzym łóżku z nagim mężczyzną
.- odparła skruszona Amy spuszczając głowę w dół.
-Słucham?!- tym razem to blondynka wytrzeszczyła oczy na oścież.
-Tak, zrobiłam to Ann. Jestem tą suką, która pod wpływem alkoholu wskakuje obleśnym facetom do łóżka.
***
TADAM! Powróciłam:)
Troszeczkę dłuższy rozdział:)
:*

wtorek, 23 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 3

Związek idealny. Nie ma takich. W każdej relacji od czasu do czasu musi wystąpić iskra. Małżeństwo to nie wieczny miesiąc miodowy, nie zawsze jest kolorowo i bajecznie. Przeżywamy wielkie wzloty ale też upadki. Te drugie zwłaszcza są bardzo ważne, to dzięki Nim zdajemy sobie sprawę, że razem damy radę. Tylko czy każdy jest w stanie przejść przez to?
Marco  Reus już raz w swoim życiu przechodził przez rozczarowanie. Obiecał sobie wtedy, że już żadny osobnik płci damskiej nie zakłóci Jego życia. Dlaczego wpuścił więc Amy do swojego małego świata? Tak po prostu się zakochał, bez opamiętania. Gdy ujrzał Ją po raz pierwszy olśniło Go piękne ciało, które pod każdym względem było nieskazitelne. Jako typowy samiec miał w głowie jedną myśl. Zdobyć Ją i posmakować. Tak jak te wszystkie naiwne dziewczyny, które naiwnie czekały by blondyn po upojnej nocy raczył do Nich zadzwonić. Tak jednak nigdy się nie działo, cisza i cisza. Amanda nie należała do tych dziewczyn, musiał Jej zaimponować, pokazać że jest wart Jej uwagi, zaskoczyć. Gdy Mu się udało już nie tylko chodziło Mu o seks, chciał z Nią spędzać czas, przytulać, rozmawiać, śmiać się bez opamiętania . Po co było to wszystko? Amy poszła do łóżka z facetem o istnieniu którego Marco nie miał nawet pojęcia. To było dla blondyna najgorsze, urażało Jego dumę. Mógł podejrzewać każdego a i tak nie miał pojęcia z kim Jego żona spodziewała się dziecka. Po kilku dniach pobytu w pustym mieszkaniu postanowił sobie, że nie pozwoli na wkradniecie się rozpaczy w Jego życiu. Obiecał sobie, że wróci do dawnego życia, Marco- niegrzeczny chłopiec powraca i nie ma zamiaru oglądać się na innych ludzi.
***
Amy powoli oswajała się z faktem, że zmarnowała za wiele czasu na męża- człowieka, który okazał się egoistycznym dupkiem. Starała sobie powoli układać życie co przychodziło Jej strasznie ciężko. Były takie dni, że zawalona pracą nie miała czasu myśleć o Reusie ale potem nachodziły Ją chwile w których jedynie chusteczki higieniczne były Jej niezbędne do życia. Płakała i płakała wspominając cudowne chwile z mężczyzną którego poślubiła. Powoli dobiegał końca tydzień pobytu u Ann, musiała poszukać nowego lokum. Razem z przyjaciółką poszukały pośrednika i o dziwo już na następny dzień zwiedzały najpiękniejsze lokale w Dortmundzie. Szukała czegoś małego ale i przestronnego. W Jej wyobrażeniu przyszłości nie widziała żadnego mężczyzny przy swoim boku ani gromadki dzieci więc kawalerka jak najbardziej sprostała  oczekiwaniom dziewczyny.
-Skoro znalazłysmy odpowiednie mieszkanie powinnyśmy to uczcić!- stwierdziła rozanielona Ann, podczas drogi powrotnej do domu blondynki.
-Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł, chcę po prostu odpocząć a jutro czeka mnie przeprowadzka. Specjalnie musiałam wziąć wolne w pracy, wiesz co to oznacza? Jestem ordynatorem i cały weekend spędzę w szpitalu.
-Amy nie zachowuj się jak stara ciotka. Masz dopiero dwadzieścia cztery lata! Żyj pełnią życia, jeden facet, jedno rozczarowanie. To nie koniec świata. Wiesz ile jeszcze takich dupków stanie Ci na drodze?!
-No nie ma co, świetne pocieszenie-
prychnęła Amanda, która miała dosyć facetów na zawsze. Mogliby zniknąć albo się rozpłynąć, wcale by nie cierpiała z tego powodu.
-Koniec kwestii, dziś podbijamy najlepszy klub w Dortmundzie i nie słyszę żadnego ale. Rozumiesz?!
Z racji tego, iż Ann z natury nie lubiła sprzeciwu brunetka nie miała wyjścia. Będzie musiała już dziś wieczorem wcisnąć się w szpilki i sukienkę. Nie podobał Jej się ten pomysł ale w sumie może Ann ma rację? Dać satysfakcję Reusowi, po tym co zrobił? O nie na pewno nie da Mu tej radości. Pójdzie na tą imprezę choćby nie wiadomo co tylko jeszcze czekała Ją jedna malutka sprawa do wyjaśnienia.
***
Weszła niepewnym krokiem do swojego domu dziecięcego jak na skazanie.  Od progu do Jej nozdrzy wbił się zapach świeżo upieczonego sernika, który to był specjalnością Jej taty.
-Amy kochanie, jak miło, że wpadłaś.- oznajmił od progu . -Jesteś sama, nie ma z Tobą Marco?- zapytał tak jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło.
Zdezorientowana Amanda popatrzyła na ojca niczym jak na dziwny okaz rośliny. Uzmysłowiła sobie, że przecież Jej rodzina nic nie wie o nadchodzącym rozwodzie w rodzinie. Nie zamierzała jednak wdawać się w dłuższą pogawędkę o Jej stanie miłosnego rozżalenia i skierowała się do pokoju w którym urzędowała Jej młodsza siostra. Angie siedziała w tej chwili nad książką pochłonięta do reszty, wyglądała tak niewinnie jak uczennica starająca się być ze wszystkimi obowiązkami szkolnymi na bieżąco.
-Angie? Możemy porozmawiać?- zagadnęła brunetka siadając na skraju łóżka.
-Wiem po co tu przyszłaś Amy. Wybacz mi ale nie przystanę na tę propozycję, usunę to dziecko choćby się waliło i paliło, rozumiesz? Tata nie może się dowiedzieć-odburknęła dziewczyna.
-Co z Tobą nie tak do cholery? Czy Ty wiesz co robisz?! Chcesz się dokonać aborcji! To nielegalne. Jestem lekarzem nie powinnam nawet myśleć o takich rzeczach. Jak poszłam na medycynę to z myślą, że będę ratować ludziom życie i uszczęśliwiać ich. A Ty mi każesz zabić dziecko, nienarodzone dziecko Angie!     Nie mogę normalnie, żyć, funkcjonować, nawet spać! Bo ciągle widzę to zdjęcie USG i wyobrażam sobie małe serduszko, które bije! Angie! nie dokonasz się  aborcji!Odwołałam tego lekarza, zabiegu nie będzie. Nie chcę mieć nikogo na sumieniu i zapewniam Cię, że Ty też nie chcesz.
-Amando Reus jak Ty to sobie wyobrażasz?! Powiem tacie tą nowinę i będziemy razem wychowywali to dziecko i żyli długo i szczęśliwie! Przecież nie dam sobie rady-
wypowiadając te słowa z oczu nastolatki zaczęły kapać słone łzy. Amy usiadła bliżej by przytulić swą młodszą siostrę. Głaszcząc Ją opuszkami palców po plecach zaczęła Ją uspokajać.
-Angie, nasza mama nie byłaby z tego zadowolona. Miałam Cie pilnować, obiecałam Jej. Proszę Cię nie rób tego. Wiem, że to Twoje dziecko i tylko Twoja decyzja ale błagam. Nie niszcz sobie życia, pomogę Ci przecież, w najgorszym wypadku możesz oddać to dziecko ale nie usuwaj.
-Amy, boje się-
na dobre rozpłakała się dziewczyna.
-Wiem, kochanie wiem. Dlaczego to zrobiłaś? Masz dopiero szesnaście lat, całe życie przed Tobą.- oznajmiła starsza z sióstr nie wypuszczając z objęć blondynki.
-Zawsze Ci zazdrościłam, jesteś taka piękna i mądra. Masz wspaniałego męża i pracę- na te słowa źrenice Amy zalała mokra substancja, która wydostawała się ciurkiem po policzkach dziewczyny.

-Ćśś, malutka. Będzie dobrze, poradzimy sobie. I nie zapominaj, że jesteśmy siostrami. Jesteś najpiękniejsza i nigdy nie myśl inaczej- pocałowała siostrę w sam czubek głowy i poczuła jak w telefonie uruchomiły się wibracje. Ktoś dzwonił...Ann. Pora się zbierać.
-Angie nie przejmuj się, coś wymyślę. Nie mówmy nic na razie tacie.
***
TA DAM! dodaję rozdział, choć nie jest On w ani jednym stopniu dobry :c
Ale chciałam Wam zrobić niespodziankę świąteczną i dodaję. Rany Boskie nienawidzę pisać początkowych rozdziałów.




Życzę Wam WESOŁYCH ŚWIĄT pełnych spokoju i miłości. Dużo prezentów(samych udanych), możecie objadać sie słodyczami, bo w święta w bioderka nie idzie!
A w nadchodzącym Nowym Roku życzę dużo weny!!!!!
Buziaki:**
Kalina <3

poniedziałek, 1 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 2

Zdrada. Czy jesteś w stanie zapomnieć? Żyć tak jakby nigdy  nic się nie stało? Masz w sobie na tyle siły by podnieść głowę i iść do przodu? Wielkiej miłości się nie zapomina ale czy warto zaprzątać sobie Nią głowę jeśli to wszystko okazało się fikcją? Przecież osoba, która zdradzała tak naprawdę nigdy Nas nie kochała. Czyż nie? Nie ważne czy było to zrobione z premedytacją czy ot tak pod wpływem chwili. To boli. I to cholernie mocno za każdym razem.
Trzymając parujący kubek w dłoni upajała się zapachem kawy o poranku. Siedząc z podkulonym kolanami aż pod brodę wpatrywała się w widok za oknem, który był aż nadto radosny. Tak jakby tylko Ona stanęła w miejscu a wszystko kręciło się na swoim pozytywnym torze. Wczoraj z płaczem przybiegła do Ann, przecież nie miała dokąd pójść a Mario był w tej chwili na wyjeździe więc nie musiała się obawiać niekomfortowej sytuacji.
-Amy? Musisz tam iść- zawyrokowała blondynka kładąc dłoń na ramieniu przyjaciółki. Przysiadając  bliżej zauważyła jak dziewczyna mimo upływu nocy nie zdążyła się uspokoić i nadal roni pojedyncze łzy.
-Ale byłam głupia. Myślałam, że On się zmienił a On nadal jest tym facetem, który bierze się za te panienki, które nie maja oleju w głowie. Ale Ona? Dlaczego z Nią? Ciągle Ją tam widzę w tym łóżku, tak cholernie idealną. Nienawidzę tego domu, nie chcę tam przebywać ani chwili dłużej, rozumiesz?- zapytała spoglądając na przyjaciółkę.
-Kochanie pojadę tam z Tobą, weźmiemy Twoje rzeczy a potem zobaczymy co się da zrobić. O nic się nie martw. Mamy cały tydzień, Goetze wraca dopiero w niedzielę. Nie zostawię Cię- przytulając dziewczynę próbowała choć trochę dodać Jej otuchy.
Biorąc głęboki wdech Niemka zdała sobie sprawę, że nie może tak dłużej się nad sobą użalać. Nie Ją pierwszą i nie ostatnią mąż zdradził, okazał się kompletnym egoistą. Przespał się ze swoją byłą, bo co? Bo Ona Jego własna żona nie miała ostatnio dla Niego czasu? Był niesamowicie niesprawiedliwy, sam miał nienormowany czas pracy i powinien Ją zrozumieć. Ale po co się przemęczać skoro można iść na skróty, prawda panie Reus? Nim zdążyła się obejrzeć narzeczona Mario Goetze parkowała samochód tuż przed domem, który tak dobrze znała.
-Iść z Tobą?- zapytała troskliwie widząc zniechęconą minę brunetki.
-Nie, muszę sama sobie poradzić- odrzekła zdając sobie sprawę, iż Jej "jeszcze" obecny mąż stacjonuje w domu.

Uchylając lekko drzwi poczuła odór alkoholu i papierosów, których tak bardzo nienawidziła. Ujrzała śpiącego Reusa, który w niczym nie przypominał Jej zadbanego męża, którego pokochała. Zmierzając po cichu do garderoby usłyszała jak blondyn podnosi się z sofy. Nie minęła minuta gdy zatarasował Jej drogę swoim ciałem uniemożliwiając dalszą wędrówkę.
-Czego tutaj chcesz?!- warknął na przestraszoną brunetkę
-Przyszłam po swoje rzeczy. Nie martw się, nie pobędę tu długo.
-Nie udawaj takiej świętej, wiem co zrobiłaś. Zdradziłaś mnie i zaszłaś w ciążę! Chciałaś to ukryć co? Nie powinnaś nigdy być lekarzem, jak możesz dopuszczać do siebie myśl, żeby usunąć dziecko?!-
nic nie rozumiejąca dziewczyna wpatrywała się tępo w blondyna słuchając tego co bredzi.
-Nie patrz się tak, zostawiłaś coś!- rzucając w żonę zdjęciem USG poczuł jak rozpiera Go jeszcze większa fala nienawiści i wściekłości.-Dobry był co? Ile razy Cię przeleciał? Dwa, trzy? No odpowiedz do cholery!- łapiąc Amy za nadgarstki ścisnął na tyle mocno, że dziewczyna podskoczyła ze strachu.
-Puszczaj Ty pieprzony dziwkarzu! Nic Ci do tego! Zdradziłeś mnie ze swoją byłą w naszym wspólnym łóżku! I Ty śmiesz mnie pouczać?! No powiedz jak było? Jest lepsza ode mnie?!
-Tak! Nie dorastasz Jej do pięt!

Miarka się przebrała Panie Reus. Dziewczyna znienawidziła dzień i godzinę w której poznała słynnego Marco Reus'a. Ściągając z palca złotą obrączkę cisnęła Nią w blondyna rzucając na odchodne:
-Jutro Ann zabierze moje rzeczy, możesz sprowadzić sobie tą wywłokę. Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia!.
***

*RETROSPEKCJA*
Dwudziestodwuletnia studentka medycyny postanowiła ten jeden dzień w roku odpuścić sobie męczenie swej głowy prozaicznymi wiadomościami z książek I wybrać się na pobliską plażę. Była piękna, słoneczna pogoda więc spakowała do swej niebieskiej torby koc, krem z filtrem do opalania I butelkę wody niegazowanej. Wdziewając pod sukienkę kwiatowy strój kąpielowy wyruszyła wgłąb plaży czując przyjemny ciepły piasek, który przedostawał się do stóp poprzez różowe japonki. Położyła się na brzuchu na swoim niesamowicie miękkim kocu przypatrując się plażowiczom odpoczywającym wokół Niej. Jej wzrok przykuł wysoki, dobrze zbudowany blondyn, który najwyraźniej zaczął się topić gdyż będąc w wodzie wymachiwał swymi rękoma, wynurzając co po chwilę głowę. Przestraszona brunetka ruszyła przed siebie by uratować młodego człowieka. Nie zdawała sobie sprawy jakie to zmiany przyniesie w Jej dotychczasowym życiu.
-Połóżcie Go tutaj- rozkazała dwóm mężczyznom którzy prowadzili młodego Niemca.-Jestem lekarzem- odparła.
Nachylając się nad blondynem sprawdziła Jego tętno, które najwyraźniej było w porządku.
-A usta, usta?- zapytał topielec otwierając jedno oko.
-Nie do wiary! Udawałeś! Czy Ty jesteś normalny?!- wrzeszczała pokazując blondynowi, że ma uderzyć się w głowę.
I od tej pory został w Jej życiu. Przeżyli wszystkie te dramatyczne chwile. Reus był wiecznym chłopcem I strasznym podrywaczem a Amy nie była taka łatwa jak Mu się wydawało. Ale to Go w Niej podniecało, nie była taka jak inne. Zmieniła Go. Na lepsze. Wiedział, ze nie umie bez Niej żyć.
Mieli siebie cokolwiek by się nie działo.
***
UWAGA UWAGA!
Rozdział pisany bez nadzoru słownika..Mogą być błędy. Ale wybaczycie prawda?
Kocham Was! ♥

piątek, 14 listopada 2014

ROZDZIAŁ 1.

Kompletny brak sił. Ten stan gdy masz multum obowiązków a nijak nie możesz się do tego zabrać. Wtedy gdy Twoją głowę przepełnia tak wielka niemoc, że nie jesteś w stanie skupić się na najprostszej rzeczy. Taki poranek zafundowała sobie Amanda rozmyślając o swoim życiu. Angie, Jej własna siostra chodziła Jej po głowie i nie mogła uwolnić się od tej myśli. Jej siostra za niecałe dwa miesiące kończyła szesnaście lat i nie mogła poszczycić się perfekcyjną postawą. Amy starała się chronić dziewczynę przed całym złem tego świata lecz nieraz wydawało się to być niemożliwe. Gdy były małe po odejściu matki Angie zmieniła się nie do poznania. Często opuszczała szkołę, miała chwilowy incydent z narkotykami i teraz jeszcze to...
Jej własna nieletnia siostra była w trzecim tygodniu ciąży. W dodatku nie miała pojęcia z kim. Przecież to absurdalne sama jest jeszcze dzieckiem, nie potrafi poradzić sobie sama z sobą a teraz miałaby mieć w opiece dziecko? Gdyby ich ojciec dowiedział się o tym na pewno by tego nie przeżył. Już dwa razy przechodził stan przed zawałowy i to każdym razem spowodowany postawą Angie. Amy chciała Go uchronić przed najgorszym dlatego też zgodziła się na propozycję siostry. Lecz czy postąpiła dobrze? Z każdej godziny, minuty, sekundy żałowała tego coraz bardziej. Przecież była lekarzem nie powinna tego robić. Jej zadaniem było ogłaszanie młodym matkom szczęśliwej nowiny, że narodziło się zdrowe dziecko a nie....
Teraz siedzi tu w klinice o której żaden normalny rodzic nie ma pojęcia. Dlaczego? Bo aborcja jest nielegalna. Nikt o tym nie wie ani Urząd skarbowy ani nikt kto ciążę traktuje jak błogosławieństwo. Przyszła tu z wykonanym USG własnej siostry oczekując na wyrok specjalisty w usuwaniu płodu. Boże to okropne. Wszystko byłoby lepsze, oddanie do adopcji, okienko życia. Cokolwiek ale nie to. Teraz musiała nosić ze sobą to brzemię, ten stan w którym obwiniała siebie za śmierć jednego z członków Jej rodziny. Nie mogła darować sobie tego, że zgodziła się na tak niedorzeczną sytuację. Miała nadzieję, że mężczyzna siedzący przed Nią po rozpatrzeniu sprawy powie Jej, że nie. Nie może dokonać tej aborcji ale tak się jednak nie stało. Oddając Jej USG ustalił termin na 11 września.
***
A więc 11 września, godzina 12.30. Czuła jak ogarniają Ją przeróżne emocje. Strach, panika ale również obrzydzenie. Obrzydzenie do samej siebie gdy zdała sobie sprawę z czynu jakiego popełniła. Wiedziała już. że musi przekonać siostrę do zmiany decyzji ale nie miała pojęcia czy to możliwe. Angie była dzieckiem i to w dodatku bezmyślnym. Przykro tak myśleć o własnym rodzeństwie ale niestety taka była prawda. Zmęczona lekarka około godziny dwudziestej zmierzała w kierunku domu, powrotna droga zajęła Jej o wiele więcej czasu niż poranna trasa. Docierając do drzwi mieszkania zauważyła zgaszone światła w domu. To niemożliwe, że Reus już śpi- pomyślała. Wchodząc do pomieszczenia zauważyła stojące buty dokładnie tam gdzie było ich miejsce a więc Jej mąż na pewno musiał przebywać w ich wspólnym lokum. Zdejmując czarne baleriny z nóg położyła torbę na stole w salonie i wolnym krokiem zmierzała w kierunku sypialni. Tylko stamtąd rzucało się na korytarz blade światło więc Marco właśnie tam najwyraźniej przebywał.
Z każdym kolejnym krokiem stawianym na drewnianej posadzce była w przekonaniu, iż blondyn nie był sam w sypialni. Najpierw natknęła się na neonowo niebieskie szpilki po czym ukazała się kolejna porcja odzieży należąca do.....
To co ujrzała w swoim własnym łóżku przeszło Jej najśmielsze oczekiwania. Huk spadanej torebki obudził młodego Niemca, który najwyraźniej był otumaniony sytuacją w jakiej się znalazł. Nad Jego łóżkiem stała Amy wpatrująca się w Niego jak w obrazek a obok siebie poczuł obecność Carolin, która była naga?
Carolin. Carolin Bohs po raz kolejny rujnuje życie młodej Amy. To Ona wparowała do kościoła dokładnie tego dnia kiedy mieli zamiar się pobrać. To Ona narobiła tam takiego szumu, że ksiądz odprawiający ceremonię o mało co nie zrezygnował z ceremonii ślubnej. Na szczęście Marco wyprowadził w porę blondynkę zakazując Jej zbliżać się do Niego choć na krok. Ale teraz....Dlaczego?Dlaczego Marco?- te słowa dudniły Jej w krtani podczas gdy wybiegła na boso wgłąb zatłoczonego Dortmundu.
***
-Amy! Poczekaj!- krzyknął bezsilnie Reus zdając sobie sprawę z sytuacji jaką ujrzała Jego własna żona.-To nie tak- szepnął do siebie.
-Daj spokój, nie uwierzy Ci- twierdziła Carolin wdziewając na siebie sukienkę, która jeszcze przed chwilą bezwiednie leżała na podłodze.
-Co tu się do cholery dzieje! Możesz mi to wytłumaczyć?!- krzyczał rozwścieczony.
-W końcu utarłam Jej nosa. Ja miałam być Twoją żoną Reus. To ze mną miałeś się ożenić i planować wspólną przyszłość.
-Pewnie by tak było ale nie pamiętasz co zrobiłaś? Przespałaś się z moim najlepszym przyjacielem! W moim własnym domu.!!!!
-Uspokój się Reus. Amy to przeszłość, rozumiesz? Nigdy Ci tego nie wybaczy. Chociaż w sumie nic nie zrobiliśmy. Wsypałam Ci trochę świństwa do wody gdy biegałeś na treningu. Nawet mnie tam nie zauważyłeś co? Wtargniecie na Twoja posesję i rozebranie do naga było już tylko ostatnią rzeczą jaką miałam do zrobienia. Byłeś tak oszołomiony, ze spałeś przez cały ten czas. Amanda Reus wpadła w idealnym momencie- oznajmiła dumna z siebie Caro.
-Wynoś się stąd!- wrzeszczał Marco popychając blondynkę za drzwi. Nie myślał wtedy o dobrych manierach. O tym, że kobiet się tak nie traktuje. Caro była podła i nie zasługiwała na nic lepszego. Z zamiarem ubrania się i odszukania Amy Jego wzrok przykuła torebka żony i porozrzucane rzeczy, które leżały na podłodze. Podniósł biały skrawek papieru, który okazał się badaniem USG małego trzy tygodniowego dziecka.
-To niemożliwe- szepnął sam do siebie opadając z hukiem na łóżko.-Przecież od miesiąca się nie kochaliśmy. Amy była wciąż zajęta pracą a gdy wracała do domu marzyła tylko o śnie.
Z rozmyślań wyrwał Go dźwięk nadchodzącego sms-a przysłanego do komórki Jego żony.
"I co udało się? Da radę usunąć dziecko?"
Ta jakże krótka wiadomość od nieznanego numeru dała Mu wiele do myślenia. Zdradziła Go z premedytacją. Co najgorsze w tym wszystkim chciała to ukryć, miała zamiar usunąć dziecko po to by się nie dowiedział. Żerowała nad Nim? Mówiła, ze na nic nie ma czasu z powodu pracy. Czy to była prawda? Kim jest tajemniczy ojciec tego dziecka? Bo na pewno On nim nie jest.
***
Kiedy dwoje ludzi się oddala od siebie to nie zwiastuje nic dobrego. Czy naprawdę było tak źle, że pozwolił by Jego była dziewczyna wskoczyła Mu do łóżka? Narzekał, że ostatnio Amanda ma dla Niego mało czasu ale czy to był powód by posunąć się do tego stopnia? Przecież przeżył to samo Jego dziewczyna w Jego łóżku. Ten sam scenariusz. Teraz Ona miała przed oczami Marco razem z Jej wrogiem numer jeden. To był koszmar.Dlaczego Marco?



Jakim trzeba być człowiekiem by posunąć się do opcji usunięcia dziecka? Tego blondyn nie rozumiał i prawdopodobnie nigdy nie zrozumie. Robiła to wszystko by ukryć tą ciążę przed Nim? To był nonsens. Nie taką Amy poślubił. Nie taką Ją poznał. To Ona Go odmieniła gdy był typem damskiego podrywacza. To Ona nadała sens Jego życiu ucząc Go, że zaliczanie naiwnych panienek na imprezie nie ma większego sensu. Dlaczego Amy?
Tak wiem zlinczujecie mnie. Pierwszy rozdział i od razu wielkie BUM.
Ani Marco ani Amy nie są winni. Lecz Oni o tym nie wiedzą.
Mam nadzieję, że podoba Wam się mój pomysł i zostaniecie tu na dłużej:)
Pozdrawiam.



poniedziałek, 27 października 2014

BOHATEROWIE/PROLOG

Amanda Reus.
Idiota! Przeklinam dzień w którym Cie poznałam. Czemu to robisz?


Marco Reus
Nie będę dawał Ci tej satysfakcji i robił z siebie kretyna! Zrobiłaś sobie dziecko i czego Ty ode mnie oczekujesz?



***



Ona
Młody lekarz dopiero co zaczynający karierę w szpitalu na stanowisku ordynatora. Od dziecka o tym marzyła. Teraz gdy spełniły się Jej najskrytsze marzenia nie posiada sie ze szczęścia. Osoba wrażliwa, wyrozumiała, jak twierdzi Jej szef właściwa osoba na właściwym stanowisku.


On
Młody piłkarz znany na całym świecie. Piłka zawsze była, jest i będzie częścią Jego życia. Miał również to szczęście, iż Jego marzenia mogły się spełnić. Każda kontuzja jest dla Niego ciosem prosto w serce. Nie potrafi długo usiedzieć na miejscu.
***
Stał oparty o framugę drzwi od łazienki spoglądając na Amy, swoją żonę z którą od roku mieszkał na przedmieściach Dortmundu. Dziewczyna zwieszając głową w dół wcierała w swe mokre włosy odżywkę, która była przeznaczona dla rozdwajających się końcówek.
-Idziesz już spać?- zapytał blondyn zdając sobie sprawę, że o trzeciej w nocy każdy normalny obywatel śpi wygodnie w swoim łóżku.
-Mówiłam Ci już, że muszę przejrzeć jeszcze karty pacjentów. Zmusiłeś mnie żebym dziś wcześniej urwała się z pracy to teraz muszę siedzieć po nocach- oznajmiła Amanda wprawiając tym samym blondyna w poczucie winy.
-Amy chciałem żebyśmy spędzili razem trochę czasu ale dla Ciebie nadal ważniejsi są pacjenci- skwitował Reus zdając sobie sprawę, iż odkąd Jego żona dostała awans w szpitalu ma dla Niego coraz mniej czasu.
Dla dziewczyny awans na ordynatora oddziału chirurgii był czymś wielkim. Miała dopiero 26 lat a już mogła poszczycić się tym tytułem. Była dumna z siebie i nie rozumiała Reus'a, który ciągle narzekał na to, że poświęca Mu niewystarczającą ilość cennego czasu.
-Marco przesadzasz. To jest moja praca, dobrze o tym wiesz. Gdy Ty wyjeżdasz na swoje mecze nie suszę Ci głowy bzdetami.
Wiedział, że nie ma szans. Dziewczyna i tak nie zmieni zdania a kolejna kłótnia w ich małżeństwie po prostu do niczego nie jest potrzebna. Zrezygnował więc z dalszych błagań i poszedł do łóżka by zapaść w sen.
****
Witam na moim nowym blogu ;)
Kalina ♥