wtorek, 1 września 2015
Rozdział 24
"Chcesz abym ci przyrzekł, że nigdy Cię nie skrzywdzę? Nie mogę tego zrobić. Nikt uczciwy nie jest w stanie złożyć podobnego przyrzeczenia"
Erica Spindler
Obezwładniło Ją własne ciało. Kazał Jej czekać, ale na co? Na Niego? Jej głowa była pełna pomysłów na temat tego co Marco znów wymyślił. Czasami bywały chwile, kiedy naprawdę nie pojmowała Jego toku rozumowania, ale cóż faceci...Oni są ulepieni z innej gliny. Gdy obróciła głowę w lewą stronę ujrzała z oddali sylwetkę blondyna żwawo podążającego w Jej kierunku. Jego mimika twarzy była aż zanadto ożywiona toteż brunetka tak zwyczajnie w świecie była nasycona złymi myślami...
-Załatwione- stwierdził opadając bezwiednie na szpitalne krzesło w korytarzu.
-Wytłumaczysz mi może co takiego Cię aż tak cieszy?- zapytała podejrzanie mrużąc przy tym posępnie wzrok niczym jastrząb gotowy do polowania.
-Zostaję w Dortmundzie- odparł na jednym wydechu spoglądając na reakcję Amandy.
Mina dziewczyny pozostawiała wiele do życzenia. Wpatrując się w Niemca trwała kilka sekund w zawieszeniu aby wstać z krzesła i krążyć nerwowo po korytarzu.
-Amy nie cieszysz się? Właśnie powiedziałem, że...
-Tak usłyszałam. Ale Marco Ty nie możesz tu zostać, rozumiesz? Wyjechałeś tam aby rozwijać karierę. Cholera, Reus mieliśmy o sobie zapomnieć, nie możesz tak tu wpadać i wywracać moje życie do góry nogami. Zrozum, że za każdym razem kiedy się spotykamy to wszystko muszę przeżywać na nowo!- stwierdziła obracając się do ściany aby stłumić swoje emocje.
-Moja mała dziewczynka- na zbyt bliską odległość Amy wyczuła Reusa gładzącego Jej drżące plecy. -Zawsze myślisz o wszystkich tylko nie o sobie. Naprawdę nie musisz się o mnie martwić, jestem dorosły i ponoszę konsekwencje swoich czynów. Tak zdecydowałem, że zostanę i niech tak będzie.
Odwróciwszy się spojrzała w magnetyczne źrenice chłopaka szukając jakiegokolwiek wyjaśnienia. Nic nie znalazła. Był tak samo zagubiony jak Ona, bo czy miał pewność czy kiedykolwiek jeszcze będą razem?
-Zrozum mnie. Nie chcę znów przechodzić przez to samo. Codziennie przeżywam własną śmierć na nowo. To tak cholernie boli a kiedy dowiedziałam się o Twoim wyjeździe poczułam jak ktoś wbija mi nóż prosto w serce i przekręca parę razy. Nie chcę się tak czuć, nie pragnę znów wylewać morza łez w poduszkę uświadamiając sobie, że coś się właśnie skończyło. Nie chcę- wyszeptała wycierając skrawkiem rękawa bezradnie płynące łzy.
Złapał Jej obie dłonie w swe ręce, tak jak wtedy gdy byli jeszcze małżeństwem. Chciał Jej pokazać, że jest dla Niego najważniejsza, że nawet Jego kariera piłkarska jest zależna od Niej. Tak bardzo nienawidził siebie za to, że nie mógł zapomnieć o brunetce, ale z drugiej strony wcale nie chciał. Kochał Ją nad życie od momentu kiedy pierwszy raz Ją ujrzał.
-Przykro mi, że sprawiłem Ci ból. Tak bardzo mi było z tym źle, uwierz mi. Nie ma gorszego widoku niż ukochana osoba cierpiąca przez Ciebie. Nie wiem co sobie myślałem Amy, że zapomnę? Prawda jest taka, że nie byłbym w stanie oddać w niepamięć naszych wspólnych chwil.
-Ale Marco, tyle się zdarzyło.....Przecież cierpieliśmy bo się nawzajem raniliśmy, nie pamiętasz już tego?- zapytała dziewczyna spoglądając na chłopaka spod mokrych rzęs.
-Proszę zapomnijmy o tym. Chcę pamiętać tylko te dobre chwile. Obiecałem sobie, że już nigdy nie pozwolę abyś przeze mnie płakała, chyba że ze szczęścia- ocierając łzy brunetki trzymał nadal swe dłonie na Jej policzkach. Niemka złapała Go za przeguby dłoni nie mogąc uwierzyć w to co się dzieje, spoglądała na Niego jakby był dla Niej całym światem. Bo tak w rzeczywistości było. Marco Reus zawładnął Jej całym małym sercem.
-Naprawdę chcesz zostać? Dla mnie? A co z klubem? Piłką?
Blondyn już miał odpowiedzieć gdy z sali w której leżał tata Amandy nerwowo zaczęły wybiegać pielęgniarki poszukując lekarza. Coś się stało, to było pewne i co najgorsze Niemka nie miała zbyt dobrych przeczuć.
***
-Tato!- krzyknęła wbiegając co sił do sali. Była przerażona, nad łóżkiem Jej rodziciela zebrało się mnóstwo ludzi próbując pobudzać mężczyznę do życia. Był taki tłok, że Amanda niczego nie mogła zobaczyć.
-Proszę się odsunąć- warknęła nerwowo pielęgniarka podając lekarzowi elektrowstrząsy.
Brunetka była przerażona, w jednej chwili poczuła jak traci grunt pod nogami, nie była w stanie się ruszyć, tylko spoglądała nerwowo na łóżko. Marco stojący za plecami byłej żony starał się zachować zimną krew odciągając brunetkę od lekarzy. Przez jakiś czas spoglądali na reanimację taty Amy lecz po chwili wszyscy zaczęli się oddalać. Dziewczyna widziała wszystko jakby przez mgłę, obraz zaczynał Jej się rozmazywać. Ostatnim widokiem jaki była w stanie sobie przypomnieć była mina bezradnego lekarza i Jego dwa proste słowa.
-Przykro mi.
Zemdlała..... Z wycieńczenia, z nadmiaru emocji, z bezradności.
Trwało to dobrych kilka minut kiedy leżała na kolanach blondyna, który klęczał na marmurowej posadzce w szpitalnej sali.
-Amy, obudź się.- szeptał po cichu do dziewczyny, która powoli otwierała swe ociężałe powieki.
-Powiedz, że to nieprawda- oznajmiła po czym wybuchnęła spazmatycznym szlochem.
***
Drogę do domu rodzinnego Amy przebyli w ciszy, dziewczyna czuła pod powiekami cisnące się łzy ale nie płakała. Czuła, że limit płaczu na dziś dobiegł końca, nie miała nawet siły ruszać jakąkolwiek częścią ciała a zdawała sobie sprawę, że czeka Ją najgorsze. Musi powiadomić Angie o wszystkim.
-Jak ja Jej to powiem? Rany, to jeszcze nastolatka- twierdziła Niemka przyciskając swe czoło do zimnej szyby.
Wyczuwając ciągłe napięcie w głosie dziewczyny Marco zjechał na pobocze wysiadając z samochodu. Obkrążając samochód stanął po stronie dziewczyny by otworzyć Jej drzwi.
-Chodź, przewietrz się trochę- oznajmił podając Jej dłoń.
Oparli się o samochód wdychając świeże powietrze. Amanda wpatrywała się w krajobraz przed siebie czując jak raz za razem ból przecina Jej serce na wskroś.
-Straciłyśmy mamę, później ta ciąża Angie, teraz tata. Myślałam, że jest dość silny, nigdy się nawet nie żalił, że coś Mu dolega. Powinnam to zauważyć, powinnam Go skierować na jakieś badania, po prostu powinnam...
-Amy, przestań. Nie rób tego, to był wypadek- oznajmił Reus.
Schowała twarz w dłoniach czując jak kolejna fala rozpaczy ciśnie się do Jej oczu. Była taka bezradna, rzucając się na szyję blondyna ukryła swoją twarz w zagłębieniu Jego szyi szukając tam schronienia. Nie zważała na to, że ktokolwiek mógłby ich zobaczyć, po prostu chciała choć na chwilę uwolnić się od bólu. Poczuła jak wszystkie nerwy biorą nad Nią kontrolę i najzwyczajniej w świecie zaczęła płakać szlochem tak donośnym, że Jej ciało zaczęło się trząść w rytm wylewanych łez.
*********************
środa, 26 sierpnia 2015
ROZDZIAŁ 23
Wreszcie zrozumiałam, co to znaczy ból. Ból to wcale nie znaczy dostać lanie, aż się mdleje. Ani nie znaczy rozciąć sobie stopę odłamkiem szkła tak, że lekarz musi ją zszywać. Ból zaczyna się dopiero wtedy, kiedy boli nas calutkie serce i zdaje się nam, że zaraz przez to umrzemy, i na dodatek nie możemy nikomu zdradzić naszego sekretu. Ból sprawia, że nie chce nam się ruszać ani ręką, ani nogą ani nawet przekręcić głowy na poduszce.
José Mauro de Vasconcelos
Mijały godziny, minuty, sekundy a Ona nadal nie wiedziała co ze stanem zdrowia Jej ojca. Ta bezradność była okropna, była w stanie zrobić wszystko byle Go uratować a tymczasem miała związane ręce. Była wyczerpana, z niewyspania, głodu i zmęczenia jednak postanowiła czuwać przy szpitalnym łóżku w razie gdyby tata się obudził. Nie mogła Go tak zostawić, po prostu nie mogła. Siedząc na twardym szpitalnym krześle bujała się w przód i tył by uspokoić swe nerwy. Nie wiedziała co robić a wizja człowieka, którego kocha się całym sercem a On leży bezradnie nie mogąc wykonać jakiegokolwiek ruchu była okropna. Spięła całe swe ciało gdy poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Była myślami już w tak odległej krainie, że nawet nie słyszała jak osobnik wszedł do sali. Obróciła się nieco na krześle by ujrzeć twarz towarzysza i wtedy zamarła.
-Marco?- wyjąkała nie dowierzając w to co widzi. Mrugała niebezpiecznie szybko powiekami jakby miało Jej to pomóc w rozeznaniu sytuacji.
Blondyn uśmiechnął się tylko promiennie przenosząc swój wzrok na łóżko szpitalne, na którym leżał Jego były teść.
-Co tu robisz?- wyszeptała brunetka do której nadal nie docierał fakt obecności blondyna w Dortmundzie.
-Co z Nim?- zapytał nie potrafiąc udzielić dziewczynie odpowiedzi na Jej wcześniejsze pytanie.
-Niezbyt dobrze jak widać zresztą- odrzekła bezradna czując jak pod powiekami zaczynają gromadzić się łzy. Miała już dość, serdecznie dość. Zbyt wielki ciężar musiała dźwigać na swym sercu by móc spokojnie funkcjonować. Gdy na Jej policzkach ukazały się srebrzyste krople płaczu Marco wtuliwszy dziewczynę w swe ramiona chciał uchronić Ją przed całym światem.
-Musimy porozmawiać Amy- rzekł zmuszając brunetkę by wyszła z Nim na zewnątrz.
***
-Odpowiesz w końcu na moje pytanie?- zapytała Niemka nadal nie mogąc zrozumieć skąd blondyn wziął się szpitalu.
-Przyleciałem.....Po prostu na tym lotnisku...Amy ja nie potrafię zapomnieć, mam takie wyrzuty sumienia, nie chciałem Cię skrzywdzić, naprawdę. Kiedy powiedziałaś, że Twój tata miał wypadek po prostu zarezerwowałem lot i jestem. To był impuls, nie wiem co mną kierowało.
-Wiec przyleciałeś tu dla mnie?- wyszeptała brunetka patrząc się na mężczyznę jak na cenny eksponat.
Marco chwytając kosmyk ciemnych włosów dziewczyny wsunął Go za ucho wycierając kciukiem nieosuszone łzy. Już miał coś powiedzieć gdy przerażona Amanda poderwała się z miejsca.
-To nie może tak wyglądać. Rozumiesz? Nie możesz ot tak sobie przylatywać jakby nigdy nic. Mieliśmy zacząć żyć na nowo a Ty zjawiasz się i psujesz to wszystko. Nigdy nie zapomnimy o sobie jeśli będziemy się ciągle spotykać!
-Ale Amy! Ja nie chcę zapominać!- rzekł podniesionym głosem chwytając oba nadgarstki dziewczyny. -Nie chcę- powtórzył szeptem.
-Ja też- przyznała niepewnie spoglądając na blondyna.- Ale tak będzie lepiej.
Kogo próbowała oszukać? Nie chciała wymazywać ze swej głowy Marco, miała ochotę wtulić się w Jego silne ramiona i powiedzieć Mu jak bardzo za Nim tęskni. Tyle miała Mu powiedzenia, było Jej ciężko samej, cholernie źle. Jeszcze w dodatku wypadek taty...wezbrało Jej się na płacz kiedy pomyślała o przykrym zdarzeniu. Odwróciła się więc w kierunku szpitala i pognała do sali szpitalnej.
***
-Tatusiu proszę obudź się, musisz otworzyć oczy i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, błagam- chlipała brunetka trzymając kurczowo rodziciela za bladą, kruchą dłoń. Ile by dała żeby mężczyzna wrócił do zdrowia. Obwiniała się o to, że za mało czasu spędzała w domu rodzinnym, za rzadko mówiła kochanym dla Niej osobom, że ich kocha. Tak bardzo chciała to naprawić, lecz mimo tego, iż była lekarzem bezradność stanowiła poważny problem. Potrzebowała sporej dawki kofeiny, żeby przetrwać noc, do domu na pewno nie wróci. Musi przecież czuwać nad tatą.
-Amy? Jak z Nim?- zaraz po tym jak wychyliła się na korytarz ze szpitalnego krzesła wysunął się Reus.
-Bez zmian- odparła sadzając swoje ciało obok blondyna.
-Tak mi przykro......Za godzinę mam samolot- wyznał Marco spoglądając na brunetkę.
Gdy doszedł do Niej sens słów poczuła znowu tę pustkę w sercu, mimo wszystko cieszyła się przecież, że Reus przyleciał do Dortmundu. Wiedziała, że nie zniesie kolejnego pożegnania dlatego też rzekła krótkie:
-Dobrze- wstała więc by się nie rozkleić. Wszyscy od Niej odchodzili, mieli własne życie, problemy a Ona tkwiła w martwym punkcie.
-Poczekaj..- w ostatniej chwili na Jej nadgarstku zacisnęły się męskie palce. -Cholera, to nie powinno tak wyglądać.- westchnął wpatrując się w tęczówki dziewczyny.
-O czym Ty mówisz?- zapytała zdziwiona nie odrywając wzroku od twarzy blondyna.
Milimetr po milimetrze odległość między tymi dwojgiem zaczęła powoli maleć. Brunetka spojrzała na malinowe usta mężczyzny, które znalazły się dostatecznie blisko Niej. Zamykając oczy nie przeciwstawiała się tym razem, nie miała siły. Gdy usta blondyna opadły na Jej wargi w końcu poczuła ulgę rozsadzoną pożądaniem i ogromną tęsknotą, która wprawiała Jej serce w stan boleści. Nie musiała wiele robić by poczuć się jak w niebie, Marco raczył Ją tak delikatnymi muśnięciami, że czuła się jak cenny skarb, o którego trzeba dbać żeby się nie zniszczył. Mięśnie w Jej podbrzuszu dały o sobie znać co wywołało u Niej nagły atak rosnącego uczucia. Położyła swe dłonie na klatce Reusa pozwalając Mu na coraz śmielsze pocałunki.
-Marco, to szpital. Nie możemy- wyszeptała próbując uspokoić oddech.
-Poczekaj tu, muszę gdzieś zadzwonić- odparł wpatrując się z uśmiechem w brunetkę
-Ale...
-Poczekaj!- krzyknął głos z oddali.
***
Na co takiego ma poczekać Amy?
Tego się dowiecie w kolejnym odcinku!
NEXT=10 KOMENTARZY
José Mauro de Vasconcelos
Mijały godziny, minuty, sekundy a Ona nadal nie wiedziała co ze stanem zdrowia Jej ojca. Ta bezradność była okropna, była w stanie zrobić wszystko byle Go uratować a tymczasem miała związane ręce. Była wyczerpana, z niewyspania, głodu i zmęczenia jednak postanowiła czuwać przy szpitalnym łóżku w razie gdyby tata się obudził. Nie mogła Go tak zostawić, po prostu nie mogła. Siedząc na twardym szpitalnym krześle bujała się w przód i tył by uspokoić swe nerwy. Nie wiedziała co robić a wizja człowieka, którego kocha się całym sercem a On leży bezradnie nie mogąc wykonać jakiegokolwiek ruchu była okropna. Spięła całe swe ciało gdy poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Była myślami już w tak odległej krainie, że nawet nie słyszała jak osobnik wszedł do sali. Obróciła się nieco na krześle by ujrzeć twarz towarzysza i wtedy zamarła.
-Marco?- wyjąkała nie dowierzając w to co widzi. Mrugała niebezpiecznie szybko powiekami jakby miało Jej to pomóc w rozeznaniu sytuacji.
Blondyn uśmiechnął się tylko promiennie przenosząc swój wzrok na łóżko szpitalne, na którym leżał Jego były teść.
-Co tu robisz?- wyszeptała brunetka do której nadal nie docierał fakt obecności blondyna w Dortmundzie.
-Co z Nim?- zapytał nie potrafiąc udzielić dziewczynie odpowiedzi na Jej wcześniejsze pytanie.
-Niezbyt dobrze jak widać zresztą- odrzekła bezradna czując jak pod powiekami zaczynają gromadzić się łzy. Miała już dość, serdecznie dość. Zbyt wielki ciężar musiała dźwigać na swym sercu by móc spokojnie funkcjonować. Gdy na Jej policzkach ukazały się srebrzyste krople płaczu Marco wtuliwszy dziewczynę w swe ramiona chciał uchronić Ją przed całym światem.
-Musimy porozmawiać Amy- rzekł zmuszając brunetkę by wyszła z Nim na zewnątrz.
***
-Odpowiesz w końcu na moje pytanie?- zapytała Niemka nadal nie mogąc zrozumieć skąd blondyn wziął się szpitalu.
-Przyleciałem.....Po prostu na tym lotnisku...Amy ja nie potrafię zapomnieć, mam takie wyrzuty sumienia, nie chciałem Cię skrzywdzić, naprawdę. Kiedy powiedziałaś, że Twój tata miał wypadek po prostu zarezerwowałem lot i jestem. To był impuls, nie wiem co mną kierowało.
-Wiec przyleciałeś tu dla mnie?- wyszeptała brunetka patrząc się na mężczyznę jak na cenny eksponat.
Marco chwytając kosmyk ciemnych włosów dziewczyny wsunął Go za ucho wycierając kciukiem nieosuszone łzy. Już miał coś powiedzieć gdy przerażona Amanda poderwała się z miejsca.
-To nie może tak wyglądać. Rozumiesz? Nie możesz ot tak sobie przylatywać jakby nigdy nic. Mieliśmy zacząć żyć na nowo a Ty zjawiasz się i psujesz to wszystko. Nigdy nie zapomnimy o sobie jeśli będziemy się ciągle spotykać!
-Ale Amy! Ja nie chcę zapominać!- rzekł podniesionym głosem chwytając oba nadgarstki dziewczyny. -Nie chcę- powtórzył szeptem.
-Ja też- przyznała niepewnie spoglądając na blondyna.- Ale tak będzie lepiej.
Kogo próbowała oszukać? Nie chciała wymazywać ze swej głowy Marco, miała ochotę wtulić się w Jego silne ramiona i powiedzieć Mu jak bardzo za Nim tęskni. Tyle miała Mu powiedzenia, było Jej ciężko samej, cholernie źle. Jeszcze w dodatku wypadek taty...wezbrało Jej się na płacz kiedy pomyślała o przykrym zdarzeniu. Odwróciła się więc w kierunku szpitala i pognała do sali szpitalnej.
***
-Tatusiu proszę obudź się, musisz otworzyć oczy i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, błagam- chlipała brunetka trzymając kurczowo rodziciela za bladą, kruchą dłoń. Ile by dała żeby mężczyzna wrócił do zdrowia. Obwiniała się o to, że za mało czasu spędzała w domu rodzinnym, za rzadko mówiła kochanym dla Niej osobom, że ich kocha. Tak bardzo chciała to naprawić, lecz mimo tego, iż była lekarzem bezradność stanowiła poważny problem. Potrzebowała sporej dawki kofeiny, żeby przetrwać noc, do domu na pewno nie wróci. Musi przecież czuwać nad tatą.
-Amy? Jak z Nim?- zaraz po tym jak wychyliła się na korytarz ze szpitalnego krzesła wysunął się Reus.
-Bez zmian- odparła sadzając swoje ciało obok blondyna.
-Tak mi przykro......Za godzinę mam samolot- wyznał Marco spoglądając na brunetkę.
Gdy doszedł do Niej sens słów poczuła znowu tę pustkę w sercu, mimo wszystko cieszyła się przecież, że Reus przyleciał do Dortmundu. Wiedziała, że nie zniesie kolejnego pożegnania dlatego też rzekła krótkie:
-Dobrze- wstała więc by się nie rozkleić. Wszyscy od Niej odchodzili, mieli własne życie, problemy a Ona tkwiła w martwym punkcie.
-Poczekaj..- w ostatniej chwili na Jej nadgarstku zacisnęły się męskie palce. -Cholera, to nie powinno tak wyglądać.- westchnął wpatrując się w tęczówki dziewczyny.
-O czym Ty mówisz?- zapytała zdziwiona nie odrywając wzroku od twarzy blondyna.
Milimetr po milimetrze odległość między tymi dwojgiem zaczęła powoli maleć. Brunetka spojrzała na malinowe usta mężczyzny, które znalazły się dostatecznie blisko Niej. Zamykając oczy nie przeciwstawiała się tym razem, nie miała siły. Gdy usta blondyna opadły na Jej wargi w końcu poczuła ulgę rozsadzoną pożądaniem i ogromną tęsknotą, która wprawiała Jej serce w stan boleści. Nie musiała wiele robić by poczuć się jak w niebie, Marco raczył Ją tak delikatnymi muśnięciami, że czuła się jak cenny skarb, o którego trzeba dbać żeby się nie zniszczył. Mięśnie w Jej podbrzuszu dały o sobie znać co wywołało u Niej nagły atak rosnącego uczucia. Położyła swe dłonie na klatce Reusa pozwalając Mu na coraz śmielsze pocałunki.
-Marco, to szpital. Nie możemy- wyszeptała próbując uspokoić oddech.
-Poczekaj tu, muszę gdzieś zadzwonić- odparł wpatrując się z uśmiechem w brunetkę
-Ale...
-Poczekaj!- krzyknął głos z oddali.
***
Na co takiego ma poczekać Amy?
Tego się dowiecie w kolejnym odcinku!
NEXT=10 KOMENTARZY
środa, 19 sierpnia 2015
ROZDZIAŁ 22
Tak szybko nabiłyście tyle komentarzy, że postanowiłam ciągnąć drugą część:) Mam nadzieję, że nie zawiodę i zostaniecie ze mną :*
*****************************
Czasami brakowało Jej Go wciąż tak bardzo, że tęsknota przegryzała się przez skórę dnia, powodując krwawienie.
Jonathan Carroll
Miała wrażenie, że od feralnego pożegnania na lotnisku minęły całe wieki. A to był dopiero tydzień, minęło siedem ciężkich dni w których codziennie uświadamiała sobie, że coś właśnie się skończyło. Strasznie ciężko było Jej z tą myślą, nigdy już nie odzyska Reusa a najgorsza była świadomość, że gdyby wcześniej nie była tak uparta to może teraz wyglądałoby to zupełnie inaczej. Przesiadując u swej młodszej siostry próbowała zebrać myśli. Musiała przebywać w towarzystwie gdyż w samotności Jej głowę przytłaczały niesforne myśli, krążyła z kąta w kąt lub po prostu płakała. Tak było dzień w dzień. Dzisiaj postanowiła odwiedzić swój dom rodzinny, jak się okazało tata dziewczyn wyjechał gdzieś w pilnej sprawie więc Jego pociechy sącząc brzoskwiniową herbatę w salonie czekały na powrót rodziciela.
-Wiesz co u małego?- zapytała nagle Amanda przypominając sobie o noworodku, które Jej siostra oddała do adopcji.
-Państwo Davids są bardzo mili i życzliwi. Pozwalają mi się z Nim widywać, jest taki malutki a jak się uśmiecha to ma takie słodkie dołeczki w policzkach- rzekła Angie przybierając na twarz maskę wzruszenia.
Amy patrząc na siostrę sama miała ochotę zapłakać, nie mogła podarować sobie tego, że wśród własnych problemów nie dostrzegła z czym musi zmagać się siostra. Przecież niepełnoletnia urodziła dziecko, po czym musiała oddać Je obcym ludziom. To na pewno nie było łatwe.
-Angie tak mi przykro. Wiem, że pokochałaś tego maluszka, nosiłaś Go pod sercem. Źle mi z tym, że nie mogłam Ci pomóc.
-Amy daj spokój. Tam jest Mu dobrze, ja byłabym niedobrą matką a tam jest szczęśliwy. Poza tym mogę Go widywać. Nie obarczaj się moimi problemami, to ja narobiłam sobie kłopotów.
-Ale jestem Twoją starszą siostrą i powinnam Ci pomagać, zamiast tego użalałam się nad swoimi problemami a Ty na prawdę miałaś ciężko.
-Przestań. Ogromnie mi pomogłaś. Gdyby nie Ty poddałabym się aborcji i teraz prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie tego, nie wybaczyłabym sobie tego do końca życia.
Dziewczyny miały zamiar paść sobie w objęcia lecz dźwięk telefonu zwiastował nadchodzące połączenie. Z załzawionymi oczami Amy przeciągnęła palcem po wyświetlaczu by dowiedzieć się kto dzwoni.
-Dzień dobry. Pani Amanda Davis?- zapytała starsza kobieta na co brunetka poczuła się nieswojo słysząc panieńskie nazwisko. Po chwili oprzytomniała sobie, że już przecież dawno jest po rozwodzie.
-Tak. W czym mogę pomóc?- zapytała brunetka przybierając skupiony wyraz twarzy.
-Pański ojciec miał wypadek. Leży na intensywnej terapii....
-Co się stało?!- stanęła jak wryta gdy dotarły do Niej słowa pielęgniarki.
-Jest w bardzo ciężkim stanie, na drodze był wypadek samochodowy i pacjent ledwo uszedł z życiem. Kolejne godziny będą decydujące. Zechce Pani odwiedzić tatę? Podać adres?
***
Mężczyzna w treściwym wieku leżał nieruchomo jak roślinka podczas gdy Jego córki były przerażone przyszłością. Oczekując na korytarzu lekarza Amanda patrzyła przez szybę okienną na swego ojca, który był podłączony do miliona kabelków. Nie był w stanie nawet sam oddychać- pomyślała z żalem. Kolejny raz tego dnia usłyszała nadchodzące połączenie w swoim telefonie co napawało Ją paniką, kolejna zła wiadomość? Spoglądając na wyświetlacz oniemiała, odebrać czy nie?
-Marco- rzuciła do telefonu zdając sobie sprawę kto jest po drugiej stronie słuchawki.
-Cześć Amy- odrzekł blondyn po czym nastała krępująca cisza. Słychać było tylko urywany oddech dziewczyny, która w natłoku zdarzeń powstrzymywała się od szlochu. -Wszystko w porządku?
-Tak, tylko chyba się przeziębiłam- odparła szybko dziewczyna podchodząc do szpitalnego okna z którego był piękny widok na park.
-Chciałem porozmawiać.....Twoje wyznanie na lotnisku, nie mogę o tym zapomnieć Amy. Szczerze powiedziawszy przestraszyłem się wtedy i...
-Marco, rozumiem. Nie przejmuj się ja również wtedy spanikowałam, nie wiedziałam co robić i dlatego...ech, po prostu zapomnij o tym.
-Nie mogę i właśnie w tym cały problem, mam wrażenie, że popełniłem jakiś niewybaczalny błąd. Czuję się z tym okropnie, nie chciałem Cię skrzywdzić, nie chciałem żebyś płakała. Przepraszam.
-Reus wszystko w porządku. Naprawdę proszę Cie nie wspominaj już więcej o tym, mieliśmy zacząć żyć na nowo a to się nigdy nie stanie jeśli wciąż będziemy o tym wspominać.
-Chciałbym tylko żeby....
-Marco przepraszam Cię ale mój tata jest w szpitalu, miał wypadek. Muszę porozmawiać z lekarzem. Żegnaj- rzekła kończąc połączenie. Gdy ujrzała z oddali Davida szybkim truchtem podbiegła do mężczyzny.
-David błagam powiedz mi coś. Jestem przerażona i nikt mi nic nie chce powiedzieć.
-Usiądź Amy- wskazując na krzesełko brunet kazał dziewczynie zająć miejsce. -Nie będę owijał w bawełnę, z Twoim tatą wcale nie jest dobrze. Miał szczęście, że był przypięty pasami, bo nie zostałoby nic do zbierania.
-O mój Boże- wtrąciła dziewczyny ukrywając twarz w dłoniach.
-Posłuchaj, nie jestem Ci w stanie powiedzieć nic konkretnego, na razie leży w śpiączce. Nie wiem kiedy się obudzi i czy kiedykolwiek to nastąpi- rzekł skruszony.
-David ja nie mogę Go stracić. On tam teraz tak leży, zupełnie jak mama przed śmiercią rozumiesz? Byłam małą dziewczynką ale wszystko dokładnie pamiętam. Mój tata nie może umrzeć, nie teraz. Ja i Angie nie poradzimy sobie. Ona jest tylko nastolatką....
-Amy uspokój się. Na razie nic nie wiadomo. Nie pokazuj siostrze, że jest źle. Musisz się trzymać. Wytrzyj łzy i po prostu siedź z nimi, tylko tyle możesz zrobić.
***
Tadam i jest!
NEXT=10 KOMENTARZY
piątek, 14 sierpnia 2015
ROZDZIAŁ 21
- Tęsknisz za nim, prawda? - zapytała łagodnie. - Potrzebujesz go i dlatego tęsknisz.
- Jest częścią mnie, jak moje ramię, jak moje serce. Wprost nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego. Nie wiem, co ze sobą zrobić, dokąd pójść, jaki zrobić następny krok.
Mercedes Lackey
Nie mogła sobie znaleźć miejsca, wszystko szło nie po Jej myśli. Najpierw przesolona zupa, potem rozgotowany makaron ,a na koniec ten cholerny telefon, który postanowił się rozładować.
-A niech to!- krzyknęła sama do siebie myśląc, że przebywa sama w pokoju lekarskim. Nie miała ostatnio na nic siły, proste czynności sprawiały Jej trudność a sytuacje w których normalnie cieszyłaby się pozostawały Jej obojętne. Jej stosunek do świata pozostawiał wiele do życzenia. Zupełnie tak jakby ktoś wydarł cząstkę Jej duszy i bawiąc się z Nią w kotka i myszkę kazał Jej poszukiwać utraconego sensu życia.
-Zły dzień, hmm?- zapytał męski głos zwiastując obecność starszego kolegi z pracy.
David Johnson miał pięćdziesiątpięć lat i był znakomitym fachowcem. Ponadto wiele w życiu już przeszedł i problemy ludzkie nie miały przed Nim tajemnic. Mimo iż Jego specjalizacją nie była psychologia wystarczyło popatrzeć na twarz mężczyzny i już wiedziało się, że to osoba godna zaufania. On potrafił czytać z ludzi jak z księgi natomiast Oni ufali Mu na tyle, by się zwierzać. Amanda jednak tego dnia nie była skłonna do rozmowy, zwłaszcza o tym co Ją gnębiło. Od jakiegoś czasu zamknęła się w sobie nie dopuszczając do siebie nikogo, nawet swej przyjaciółki Ann.
-Amy, coś się z Tobą ostatnio dzieje. Nigdy nie widziałem Cię w takim stanie, gdzie Twój naturalnie wrodzony optymizm?- zapytał lekarz siląc się na żartobliwy ton.
-Optymizm- wzdychnęła brunetka przemierzając pamięcią czasy kiedy jeszcze było dobrze. Te noce, w których nie budziła się o czwartej nad ranem rozmyślając o swoim życiu. Kiedy na Jej ustach widniał uśmiech? Tego nawet Ona nie pamiętała.
-Musimy chyba porozmawiać....
-Nie sądzę, aby....
-To nie było pytanie. To był rozkaz....służbowy- dodał aby rozluźnić napiętą atmosferę.-Mów co gryzie, bo nie uwierzę, że to zły dzień. Takich dni w Twoim życiu jest ostatnio zdecydowanie za dużo Amy.- rzekł siadając wygodnie z kubkiem kawy w fotelu.
-David naprawdę dużo Ci zawdzięczam, to między innymi dzięki Tobie znalazłam tu pracę i mogę żyć nie martwiąc się co jutro włożę do garnka. Nie chcę obarczać Cię moimi problemami, masz na pewno mnóstwo swoich zmartwień.
-Opowiedz mi proszę wreszcie o co chodzi a dopiero wtedy zdecyduję co z tym zrobić.
***
Bała się tak cholernie i zwyczajnie się bała. Czego? Praktycznie wszystkiego. Kolejnego zranienia, zmarnowania drugiej szansy, swoich uczuć i tego co ma nastąpić w przyszłości. Najbardziej jednak bała się sama siebie, w jednej chwili zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nie da się całkowicie panować nad swoim ja, choćbyśmy bardzo chcieli nie oszukamy swego serca.
-Kochałeś kogoś nad życie?- zapytała szeptem jakby bojąc się obecności osób trzecich w pomieszczeniu.
Mężczyzna uśmiechnął się serdecznie wracając myślami do chwil, gdy Jego żona jeszcze była przy Nim i dzielili razem wspólne chwile.
-Tak, kochałem. Nadal kocham, nie da się ot tak wymazać z pamięci miłości swego życia. Tęsknie za Nią każdego dnia.
-David jak dałeś sobie radę? No wiesz gdy Twoja żona umarła...To było dość niespodziewane. Skąd brałeś siły by przeżyć kolejny dzień?...Przepraszam jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, nie musisz.
-Spokojnie, minęło już pięć lat. Nadal mi Jej brakuje, to nigdy nie minie, wiesz? Annie była wyjątkowa, urocza i zabawna. Na początku byłem załamany, nie chciałem wychodzić z domu, jeść, pić. Nic nie sprawiało mi radości, potem tęskniłem...tak cholernie tęskniłem, ze wydawało mi się, iż jestem najnieszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Potem naszła mnie ochota nienawidzić całego świata, bo przecież dlaczego mnie to spotkało? Dopiero gdy wróciłem do pracy zdałem sobie sprawę, że to los tak chciał. Kocham Annie całym sercem i jeśli jest Jej tam lepiej niż tu to nie mam nikomu tego za złe.
-A co jeśli możemy zmienić los?- wyszeptała sama do siebie Amanda wbijając wzrok w swe splecione palce.
-Amy wiem jedno. Jeśli wtedy byłby jakiś cień szansy, ze mogę coś zrobić dla Annie żeby teraz nadal żyła to nie wahałbym się ani chwili- odrzekł David.-Jeśli się kogoś kocha tak naprawdę to zrobi się wszystko. Dosłownie wszystko.
-Nie chcę tak żyć. W przekonaniu, ze nie zrobiłam wszystkiego. Dziękuję David- odparła dziewczyna zostawiając nic nie rozumiejącego Davida w popłochu.
-Ale Amy...dokąd idziesz?
-Niedługo wracam, mam nadzieję....
***
Naruszyła wszystkie zasady drogowe jadąc przed siebie na złamanie karku. Nie zdążyła nawet zdjąć białego fartucha szpitalnego podążając wprost na lotnisko. Pierwszy raz od dawnego czasu się cieszyła, fakt, że może coś zrobić w zgodzie z własnym ja uszczęśliwiało Ją niezmiernie. Gdy dostała się na parking wybiegła z samochodu nie zawracając sobie głowy ewentualnym zamknięciem drzwi. Zadyszana wbiegła do środka poszukując wzrokiem blondyna, dostrzegła Go po krótkiej chwili przy odprawie biletowej, musiała biec ile sił w nogach by nie stracić Go z oczu.
-Marco!- krzyknęła gdy ujrzała jak Niemiec oddaje swój bilet stewardessie.
-Amanda?- obracając się piłkarz zauważył swą byłą żonę w dość dziwnym szpitalnym przebraniu.
-Nie możesz tam polecieć. Po prostu nie możesz!- poczuła jak łzy ciskają Jej się do oczu, była lekarzem ale czasem nie rozumiała swego ciała. Zawsze w skrajnych sytuacjach zaczynała płakać. -Nie po tym co Nas łączyło, przecież byliśmy małżeństwem. Udanym małżeństwem...-szepnęła ciszej ocierając wierzchem dłoni mokre ślady na policzkach.
-Amy mam samolot. Zaraz odlatuję..
-Nie możesz! Nie wierzę, że nie pamiętasz tych chwil gdy byliśmy razem. Nie zależy Ci już na mnie? - wpatrywała się w blondyna swymi wielkimi zamoczonymi od płaczu oczami mrugając co chwila aby zmniejszyć potok łez.
-Sama jeszcze niedawno mówiłaś, że to przeszłość. Amy ten wyjazd jest dla mnie czymś wielkim, mogę się rozwijać, to dla mnie...
-Marco, błagam... Co mam zrobić, żebyś został? Potrzebuję Cię i proszę....Nie zostawiaj mnie- wyszeptała szlochając już niemiłosiernie.
-Och Amy- rzucił się by objąć dziewczynę przytulając Jej policzek do swojej klatki piersiowej.- Miałaś sobie na nowo ułożyć życie, beze mnie- gładził brunetkę po plecach gdyż zanosiła się co chwila płaczem. -Nie jestem dobrym facetem dla Ciebie. Popatrz na mnie- podniósł podbródek dziewczyny do góry by spojrzeć w Jej pozbawione wyrazu oczy- Obiecaj mi, że będziesz szczęśliwa, obiecaj- powtórzył gdy dziewczyna ponownie wybuchła szlochem.
-Ja, ja nie chcę. Nie chcę!- rzucając się desperacko na blondyna poszukiwała Jego ust aby ukoić swe nerwy.
-Mam załatwiony kontrakt, nie mogę się wycofać- szepnął Jej do ucha blondyn gdy przytulając Go mocno miała nadzieję, że zostanie. Dla Niej.
-Więc to koniec? zapytała drżącym głosem spoglądając na Marco.
-Nie. To początek. Początek nowego, lepszego życia, okey?- zapytał wbijając wzrok w brunetkę.
-Okey- odparła z niechęcią uwalniając się z uścisku. Przypomniała sobie słowa Davida:
Jeśli się kogoś kocha tak naprawdę, zrobi się dla Niego wszystko. Nawet pozwoli się odejść- dopowiedziała sobie w duchu.
Oglądając się ten ostatni raz za swoim byłym mężem odeszła.
C.D.N ??
***************************
Heii miśki :*
I na tym opowiadanie miało się skończyć ale jak zwykle.....
Mam pełno weny w głowie więc wszystko zależy od Was :)
NEXT=10 KOMETARZY
P.S. Zapraszam na mojego drugiego bloga :)
poniedziałek, 27 lipca 2015
ROZDZIAŁ 20
"Nie martw się, już niedługo wrócę, żebyś za bardzo się nie stęskniła.
Zaopiekuj się moim sercem - Zostawiłem je przy Tobie. "
Stephanie Meyer
Przecierając ospale swoje zmęczone powieki zdała sobie sprawę, że przez całą noc przespała tylko dwie godziny. To za mało, stanowczo za mało. Jej myśli krążyły wciąż dookoła osoby Marco Reusa analizując po raz setny Jego wyjazd. On nie wróci- mówił Jej głos w głowie, który natychmiast chciała uciszyć. Prawda była taka, że chciała by wrócił i to najlepiej jak najszybciej. Blondyn jeszcze nie wyjechał a już za Nim tęskniła. Od dawna nie byli już razem ale przynajmniej miała świadomość, iż jest blisko. W razie gdyby miała jakiś problem z którym nie mogłaby sobie poradzić wiedziała dokąd się udać. A teraz? Przecież nie będzie dzwonić z każdą błahostką do swojego byłego męża. Pozostała Jej jeszcze Ann i Mario. Tylko, że młode małżeństwo miało także swoje życie, nie lubiła gdy ktoś się nad Nią litował dlatego też postanowiła udawać, że jak najbardziej pogodziła się z faktem i da sobie radę sama. Czy aby na pewno?
Wiesz, że o Tobie nie zapomnę prawda? Zawsze będziesz cząstką mnie
Ostatnie słowa Marco chodziły za nią jak cień. Widziała Go wszędzie, słyszała Go wszędzie i czuła Jego obecność. Wspomnienia. Och co byśmy bez nich zrobili?
Odkrywając swe ciało spod kołdry przemierzyła pokój w poszukiwaniu pilota, miała dziś zamiar cały dzień przeleżeć w łóżku. Gapienie się bezsensownie w telewizor uważała za idealną rozrywkę dla oderwania myśli od blondyna. Włączając wyszukiwany przycisk rozbrzmiał w telewizji głos prezentera telewizyjnego obwieszczającego wiadomości. Już miała przełączyć kanał na inny gdy Jej wzrok przykuła fotografia Jej byłego męża na 32 calowym ekranie.
Marco Reus jak dotąd piłkarz Borussi Dortmund jutro, tj w poniedziałek 23 sierpnia 2015r zmienia klub piłkarski........
Zapatrzyła się jeszcze raz w fotografię jakby zdjęcie miało Jej przekazać co ma robić. To już w tym tygodniu- pomyślała posępnie roniąc pojedyncze łzy. Nie potrafiła ich zatrzymać i zrozumieć dlaczego lecą. Przecież to już przeszłość Amy, zrozum to w końcu!
***
-Cześć Marco. Mogę?- zapytała filigranowa brunetka stojąca w futrynie drzwi młodego Niemca. Nie wiedziała dlaczego tutaj przyszła, po prostu otworzyła wino i być może za bardzo uderzyło Jej do głowy bo postanowiła przespacerować się z butelką w dłoni. Człowieczeństwo patrzyło się dziwnie na Jej zachowanie ale nikt niczego nie komentował, może tylko szeptali po kątach gdyż mimo wszystko kojarzyli dziewczynę jako byłą żonę słynnego Reusa.
-Piłaś? Przyszłaś tu pieszo?- zapytał zdezorientowany mrugając nerwowo oczami. Bądź co bądź ich domy były nieco oddalone od siebie a przejście tego odcinka drogi wymagało nie małego dystansu.
-Pomyślałam, że napijemy się razem, inaczej upiję się kompletnie- odrzekła śmiejąc się ironicznie. Czy to nie był paradoks? Zawsze w najgorszych momentach w życiu potrafiła się wysilić na czarny humor.
Weszła do środka zastając na środku salonu walizki. Stanęła jak wryta zdając sobie sprawę z powagi sytuacji.
-Przeszkodziłam Ci w pakowaniu. Przepraszam- odpychając się na pięcie odwróciła się w kierunku blondyna zbyt gwałtownie. O mało co nie wpadła na Marco niosącego kieliszki.
-Nie szkodzi, już skończyłem- odparł nie odsuwając się ani na krok. Był znacznie wyższy od brunetki toteż żeby spojrzeć na blondyna musiała nieco podnieść wzrok. Pożałowała tego od razu, był tak nieziemsko przystojny, że stojąc w takiej odległości zaparło Jej dech w piersiach. Nagle zapomniała jak oddychać a Jej dłoń samoistnie poderwała się do góry głaszcząc delikatnie policzek Niemca.
-Amy Ty płaczesz?- zadał retoryczne pytanie blondyn widząc spływające krople łez na policzkach dziewczyny. Odstawiając szkło na stoliku usiadł na kanapie nakazując gestem to samo zrobić Niemce.
-Naprawdę życzę Ci jak najlepiej mimo tego wszystkiego co się wydarzyło między Nami. Niczego bardziej nie pragnę jak tego abyś był szczęśliwy- rzekła na jednym wydechu zwracając się twarzą do Marco.
-Amy, od dawna nie doznałem szczęścia. Skończyło się gdy wzięliśmy rozwód....Nic nie będzie już takie samo.
-Wiem co czujesz, doskonale to rozumiem ale musimy iść do przodu. Przepraszam niepotrzebnie tu przyszłam ale chciałam się pożegnać, już tak na prawdę.
-Okropne to słowo co?- zapytał sam siebie Marco spoglądając przy tym na dziewczynę.
Wyglądała okropnie, zmizerniała, blada i mokra od łez. Tylko jeden widok sprawiał w Nim uczucie bólu. Od zawsze była to smutna Amanda.
-Nie płacz. Wszystko się ułoży, zobaczysz. Też się boję, cholernie się boję- wyszeptał spuszczając w dół swą głowę.
Młoda Niemka otarła wierzchem dłoni swe oczy spoglądając na towarzysza. Zaciekawiło bowiem Ja to, czego obawia się Reus. Poczekała więc aż blondyn zacznie kontynuować swą wypowiedź.
-Boję się nowego kraju, tego że sobie nie poradzę. Nie będzie przy mnie nikogo...
-Marco w to nie uwierzę nigdy. Rozumiesz? Wierzę w Ciebie jak w nikogo innego i na pewno nie raz o Tobie usłyszę. Wiem to, po prostu wiem.- odrzekła spoglądając w tęczówki załamanych oczu blondyna. Nie zastanawiając się długo złączyła ich wargi w namiętnym pocałunku. Jeszcze nigdy nie czuła takiej ogromnej więzi do drugiego człowieka. Miała wrażenie, że zaraz eksploduje rozpadając się na milion małych kawałków. W tym pocałunku było tyle tęsknoty i bólu, że sama nie potrafiłaby tego opisać. Podświadomie i Ona i On wiedzieli, że to pożegnanie.
-Będę cholernie mocno tęsknić- zarzucając obydwie ręce na żyję blondynę wtuliła swój nos w zagłębienie Jego szyi.
***
Obudziła się poświadomie wyczuwając pod sobą miękkie podłoże. Był to Marco obejmujący Ją w talii. Usnęła więc.... Tego potrzebowała po intensywnie spędzonym dniu. Podnosząc swą głowę zauważyła, że blondyn nadal śpi poruszając miarowo swą klatką piersiową. Jej wzrok przykuła dłoń, którą położyła na sercu byłego męża. Nawet mimo t-shirtu który widniał na ciele mężczyzny wyczuwała jakie bije od Niego ciepło. Wyswobodziła się ostrożnie z objęć chłopaka starając się aby Go nie obudzić. Poszukała skrawka papieru oraz długopisu z torby i opierając kartkę na pobliskiej ścianie zaczęła pisać.
Odłożyła trzęsącą się dłonią kartkę na stolik i ostatni raz spoglądając zapłakanymi oczami na Reusa pocałowała Go troskliwie w czoło.
-Żegnaj.
*******************************************
Heii :)
Przepraszam, że tak późno dodaję! I o takiej porze, miało być wieczorem a zrobiła się noc!
Miłego czytania ;)
Zapraszam na mój drugi blog---->KLIK
Zaopiekuj się moim sercem - Zostawiłem je przy Tobie. "
Stephanie Meyer
Przecierając ospale swoje zmęczone powieki zdała sobie sprawę, że przez całą noc przespała tylko dwie godziny. To za mało, stanowczo za mało. Jej myśli krążyły wciąż dookoła osoby Marco Reusa analizując po raz setny Jego wyjazd. On nie wróci- mówił Jej głos w głowie, który natychmiast chciała uciszyć. Prawda była taka, że chciała by wrócił i to najlepiej jak najszybciej. Blondyn jeszcze nie wyjechał a już za Nim tęskniła. Od dawna nie byli już razem ale przynajmniej miała świadomość, iż jest blisko. W razie gdyby miała jakiś problem z którym nie mogłaby sobie poradzić wiedziała dokąd się udać. A teraz? Przecież nie będzie dzwonić z każdą błahostką do swojego byłego męża. Pozostała Jej jeszcze Ann i Mario. Tylko, że młode małżeństwo miało także swoje życie, nie lubiła gdy ktoś się nad Nią litował dlatego też postanowiła udawać, że jak najbardziej pogodziła się z faktem i da sobie radę sama. Czy aby na pewno?
Wiesz, że o Tobie nie zapomnę prawda? Zawsze będziesz cząstką mnie
Ostatnie słowa Marco chodziły za nią jak cień. Widziała Go wszędzie, słyszała Go wszędzie i czuła Jego obecność. Wspomnienia. Och co byśmy bez nich zrobili?
Odkrywając swe ciało spod kołdry przemierzyła pokój w poszukiwaniu pilota, miała dziś zamiar cały dzień przeleżeć w łóżku. Gapienie się bezsensownie w telewizor uważała za idealną rozrywkę dla oderwania myśli od blondyna. Włączając wyszukiwany przycisk rozbrzmiał w telewizji głos prezentera telewizyjnego obwieszczającego wiadomości. Już miała przełączyć kanał na inny gdy Jej wzrok przykuła fotografia Jej byłego męża na 32 calowym ekranie.
Marco Reus jak dotąd piłkarz Borussi Dortmund jutro, tj w poniedziałek 23 sierpnia 2015r zmienia klub piłkarski........
Zapatrzyła się jeszcze raz w fotografię jakby zdjęcie miało Jej przekazać co ma robić. To już w tym tygodniu- pomyślała posępnie roniąc pojedyncze łzy. Nie potrafiła ich zatrzymać i zrozumieć dlaczego lecą. Przecież to już przeszłość Amy, zrozum to w końcu!
***
-Cześć Marco. Mogę?- zapytała filigranowa brunetka stojąca w futrynie drzwi młodego Niemca. Nie wiedziała dlaczego tutaj przyszła, po prostu otworzyła wino i być może za bardzo uderzyło Jej do głowy bo postanowiła przespacerować się z butelką w dłoni. Człowieczeństwo patrzyło się dziwnie na Jej zachowanie ale nikt niczego nie komentował, może tylko szeptali po kątach gdyż mimo wszystko kojarzyli dziewczynę jako byłą żonę słynnego Reusa.
-Piłaś? Przyszłaś tu pieszo?- zapytał zdezorientowany mrugając nerwowo oczami. Bądź co bądź ich domy były nieco oddalone od siebie a przejście tego odcinka drogi wymagało nie małego dystansu.
-Pomyślałam, że napijemy się razem, inaczej upiję się kompletnie- odrzekła śmiejąc się ironicznie. Czy to nie był paradoks? Zawsze w najgorszych momentach w życiu potrafiła się wysilić na czarny humor.
Weszła do środka zastając na środku salonu walizki. Stanęła jak wryta zdając sobie sprawę z powagi sytuacji.
-Przeszkodziłam Ci w pakowaniu. Przepraszam- odpychając się na pięcie odwróciła się w kierunku blondyna zbyt gwałtownie. O mało co nie wpadła na Marco niosącego kieliszki.
-Nie szkodzi, już skończyłem- odparł nie odsuwając się ani na krok. Był znacznie wyższy od brunetki toteż żeby spojrzeć na blondyna musiała nieco podnieść wzrok. Pożałowała tego od razu, był tak nieziemsko przystojny, że stojąc w takiej odległości zaparło Jej dech w piersiach. Nagle zapomniała jak oddychać a Jej dłoń samoistnie poderwała się do góry głaszcząc delikatnie policzek Niemca.
-Amy Ty płaczesz?- zadał retoryczne pytanie blondyn widząc spływające krople łez na policzkach dziewczyny. Odstawiając szkło na stoliku usiadł na kanapie nakazując gestem to samo zrobić Niemce.
-Naprawdę życzę Ci jak najlepiej mimo tego wszystkiego co się wydarzyło między Nami. Niczego bardziej nie pragnę jak tego abyś był szczęśliwy- rzekła na jednym wydechu zwracając się twarzą do Marco.
-Amy, od dawna nie doznałem szczęścia. Skończyło się gdy wzięliśmy rozwód....Nic nie będzie już takie samo.
-Wiem co czujesz, doskonale to rozumiem ale musimy iść do przodu. Przepraszam niepotrzebnie tu przyszłam ale chciałam się pożegnać, już tak na prawdę.
-Okropne to słowo co?- zapytał sam siebie Marco spoglądając przy tym na dziewczynę.
Wyglądała okropnie, zmizerniała, blada i mokra od łez. Tylko jeden widok sprawiał w Nim uczucie bólu. Od zawsze była to smutna Amanda.
-Nie płacz. Wszystko się ułoży, zobaczysz. Też się boję, cholernie się boję- wyszeptał spuszczając w dół swą głowę.
Młoda Niemka otarła wierzchem dłoni swe oczy spoglądając na towarzysza. Zaciekawiło bowiem Ja to, czego obawia się Reus. Poczekała więc aż blondyn zacznie kontynuować swą wypowiedź.
-Boję się nowego kraju, tego że sobie nie poradzę. Nie będzie przy mnie nikogo...
-Marco w to nie uwierzę nigdy. Rozumiesz? Wierzę w Ciebie jak w nikogo innego i na pewno nie raz o Tobie usłyszę. Wiem to, po prostu wiem.- odrzekła spoglądając w tęczówki załamanych oczu blondyna. Nie zastanawiając się długo złączyła ich wargi w namiętnym pocałunku. Jeszcze nigdy nie czuła takiej ogromnej więzi do drugiego człowieka. Miała wrażenie, że zaraz eksploduje rozpadając się na milion małych kawałków. W tym pocałunku było tyle tęsknoty i bólu, że sama nie potrafiłaby tego opisać. Podświadomie i Ona i On wiedzieli, że to pożegnanie.
-Będę cholernie mocno tęsknić- zarzucając obydwie ręce na żyję blondynę wtuliła swój nos w zagłębienie Jego szyi.
***
Obudziła się poświadomie wyczuwając pod sobą miękkie podłoże. Był to Marco obejmujący Ją w talii. Usnęła więc.... Tego potrzebowała po intensywnie spędzonym dniu. Podnosząc swą głowę zauważyła, że blondyn nadal śpi poruszając miarowo swą klatką piersiową. Jej wzrok przykuła dłoń, którą położyła na sercu byłego męża. Nawet mimo t-shirtu który widniał na ciele mężczyzny wyczuwała jakie bije od Niego ciepło. Wyswobodziła się ostrożnie z objęć chłopaka starając się aby Go nie obudzić. Poszukała skrawka papieru oraz długopisu z torby i opierając kartkę na pobliskiej ścianie zaczęła pisać.
Drogi Marco.
Nie umiem się żegnać, wiesz jak tego bardzo nienawidzę. Mam nadzieję, że Twoje życie w końcu nabierze pięknych barw zapominając o mnie. Proszę zrób to dla mnie, po prostu zapomnij. Jest wiele pięknych i mądrych dziewczyn na tym świecie, które mogą zapewnić Ci szczęśliwe życie. Zrób to dla mnie jeśli cokolwiek jeszcze do mnie czujesz. Ja zawsze będę wspominać Cię miło i nie zapomnę tego co było dobre.
Powodzenia ;*
Amy
Odłożyła trzęsącą się dłonią kartkę na stolik i ostatni raz spoglądając zapłakanymi oczami na Reusa pocałowała Go troskliwie w czoło.
-Żegnaj.
*******************************************
Heii :)
Przepraszam, że tak późno dodaję! I o takiej porze, miało być wieczorem a zrobiła się noc!
Miłego czytania ;)
Zapraszam na mój drugi blog---->KLIK
niedziela, 12 lipca 2015
ROZDZIAŁ 19
\
Marco
wyjeżdża. Te słowa są jak malutkie igiełki uderzające wprost w
serce Amandy. Nie wiedziała jak to się mogło stać, znów zaczęło
Jej zależeć, a może tak naprawdę nigdy to uczucie nie minęło?
Być może przez ten cały czas oszukiwała samą siebie...
Nienawidziła
pożegnań, zresztą chyba nikt ich nie lubi. Sama myśl o zmierzeniu
się z Reusem wprawiała Ją w nie małe zawirowania. Nie chciała
iść na imprezę pożegnalną ale przecież obiecała. To ostatni
dzwonek by szczerze porozmawiać z byłym mężem, tylko o czym? Czy
Oni mają jeszcze tematy do rozmowy? To wszystko jet popieprzone do
granic możliwości.
Szykując
się nie przywiązywała zbytnio wielkiej wagi do wyglądu. Co by to
zmieniło? Nic, słowo się rzekło i Marco odchodzi. Pora się z tym
pogodzić, raz na zawsze. Ubrała swoje ulubione jeansy i koszulę w
miętową kratę. Spryskała swój dekolt ulubionym perfumem i zaczęła
tuszować swe rzęsy. Nie miała ochoty na makijaż ale po swoim
odbiciu w lustrze postanowiła, że choć z oczami coś zrobi, żeby
nie wyglądać jak zmora. Gdy wdziała na swe nogi conversy zdała
sobie sprawę, że zdążyła na sam czas. Za piętnaście minut
miało odbyć się oficjalne żegnanie Marco a dokładnie tyle zajmie
Jej dotarcie na Jego posesję.
***
Szargana
emocjami wyszła z samochodu zmierzając w kierunku apartamentu. Ten
dom wiele dla Niej znaczył, mieszkała tu kiedyś z blondynem. Co
się z Nim stanie? Zostanie sprzedany i pozostaną po Nim tylko
wspomnienia? Kto tu zamieszka? Kolejne młode małżeństwo? Będą
szczęśliwi czy też nie? Odganiając czarne chmury ze swych myśli
postanowiła przezwyciężyć melancholię i wejść do środka.
Goście już zebrali się w salonie. Zamknęła za sobą drzwi, gdy
wszystkie oczy skierowały się w Jej stronę.
-Chyba
wszyscy już są- rzekł Pan domu.- Więc zacznę moi kochani.Chcę
to mieć już za sobą. Spędziłem tu naprawdę sporo cennego czasu.
Były wzloty i upadki, czasem było naprawdę źle ale nie żałuję
żadnej minuty spędzonej w tym mieście. Poznałem wielu wspaniałych
ludzi, zdobyłem piłkarskiego doświadczenia. Nauczyłem się tak
dużo i naprawdę ciężko mi cokolwiek powiedzieć, bo nawet nie mam
pojęcia jakimi słowami ubrać to jak jestem Wam cholernie wdzięczny.
Każdemu z osobna za przyjaźń, za razem spędzony czas, za
cierpliwość do mnie i za to, że tu przyszliście, Dla mnie.
Dla
Ciebie- wyszeptała w myślach dziewczyna. Wszystko dla Ciebie.
***
Obracając
naczynie z kolorowym drinkiem w dłoni brunetka postanowiła zebrać
myśli, wszyscy otoczyli Marco chcąc z Nim porozmawiać a Ona
czmychnęła po cichu na balkon tak by Jej nikt nie zauważył. Znała
każdy, najmniejszy kąt w tym domu, nie sprawiło Jej problemu więc
dostanie się do upragnionego celu.
-Mogę?-zapytał
tuż obok męski głos, podniosła swój wzrok do góry by ujrzeć
twarz blondyna, która świeciła blaskiem odbijającego się na
niebie księżyca. Skinęła głową nadal wpatrując się przed
siebie.
-Nie
powinnam pić, muszę dotrzeć do domu- oznajmiła oddając swój
napój Reusowi.
-Możesz
zostać, przenocować.- odparł spoglądając na brunetkę. Nie
zwrócił Jej jednak trunku przechylając w swoje usta cały drink.
-To
impreza dla Ciebie, powinieneś do Nich wracać- rzekła skruszona
splatając palce na kolanie. Chciała zostać sama a nijak nie
potrafiła znaleźć choć odrobiny swobody.
-Zarezerwowałem
też czas dla Ciebie. I to nawet sporo- wykrzywiając twarz w krzywym
uśmiechu spojrzał na dziewczynę. Amy momentalnie skrzyżowała
nogi po turecku zwracając się przodem do blondyna.
-Musimy
porozmawiać prawda? Nie chcę, żebyś wyjechał i aby zostały
między nami niedopowiedziane sprawy....Marco, zdaję sobie sprawę,
że to pożegnanie, po to tu jesteśmy wszyscy. Może gdyby to
wszystko potoczyłoby się inaczej, nie wiem możliwe, że nie
siedzielibyśmy w tym miejscu. Ale nie ma co rozdrapywać starych
ran. Świat idzie do przodu, chcę żebyś wiedział, ze byłam
szczęśliwa. W każdej minucie naszego małżeństwa...
-Amy?
Podniosła
ponownie oczy tego wieczoru na blondyna. Musiała ciężko walczyć
ze swym organizmem by nie paść spazmatycznym szlochem.
-Ja
też byłem szczęśliwy. Nie za często to mówiłem, ale naprawdę
byłem- i wtedy zrobił coś nieoczekiwanego. Chwytając rękę
Amandy splótł razem ich palce. Zwykła, prosta rzecz a jaka
intymna. Dziewczyna poczuła pustkę w sercu, tak wielką iż nie
była w stanie Ją niczym wypełnić.
-Życzę
Ci jak najlepiej Marco. Wiem, że zajdziesz daleko, wierzę w Ciebie.
Jesteś dobrym człowiekiem i zasługujesz na wszystko co najlepsze-
odrzekła czując jak mięknie pod dotykiem blondyna, który gładził
Jej knykcie.
-Wiesz,
że o Tobie nie zapomnę prawda? Zawsze będziesz cząstką mnie-
wyszeptał po czym na policzkach brunetki zawitały pojedyncze łzy.
-Przestań
proszę. Nie rób tego. Nie mów mi takich rzeczy teraz kiedy masz
wyjechać.....Powinnam już iść.
-Amy!
***
Obserwowała
wzrokiem wszystkich przybyłych. Ku Jej oczom ukazała się Amanda,
która była w dość krytycznym stanie a Mario podążał po domu
jak cień udawając, że wszystko jest w porządku. Właściwie to
przyszła tu dla tej dwójki, była potwornie zmęczona sesją, w
której musiała brać udział ale nie mogła nie przyjść pożegnać
Reusa.
-Ann
w porządku?- zapytał po cichu głos dla którego uniosła swą
ociężałą głowę.
-Tak,
po prostu usiadłam aby chwilę odpocząć- przyznała uśmiechajac się
nieco. Kłamanie nie było Jej mocną stronę toteż Mario spoczął
obok Niej siadając na podłodze.
-Jeśli
nie masz już siły to możemy jechać do domu- odparł zmęczony.
-A
Ty? Masz jeszcze siłę? Na to wszystko?- zapytała pokazując głową
na Marco, który w tej chwili rozmawiał z przyjaciółmi.
-Szczerze?
Nie. Ale jesteśmy przyjaciółmi. Nie mogę Go zawieść.
W
takich chwilach kochała Go najbardziej, gdy się troszczył o
wszystkich. Nigdy nie pozwolił by komuś stała się krzywda. Jej
Mario- rozpłynęła się w słodkich rozmyślaniach.
-Właśnie,
dlatego zostaniesz tu z Nim do samego rana a ja wezmę taksówkę.
Wybacz ale chyba nie wytrzymam do końca, pójdę się pożegnać i
spotkamy się jutro, ok?
Całując
męża w policzek oddaliła się.
*********************************************
Heii ;)
Mimo Waszych protestów postanowiłam jednak oddelegować Marco do Madrytu.
Co z tego wyniknie? Jeszcze zobaczymy....
NEXT=10 KOMENTARZY
Buziaki:)
sobota, 4 lipca 2015
ROZDZIAŁ 18
"Lubimy
wracać
w miejsca, gdzie spotkało nas coś dobrego,
gdzie
spotkaliśmy kogoś ważnego dla nas.
Lubimy
te powroty, bo stale mamy nadzieję, że ktoś
lub coś jeszcze na nas tam czeka"
Wszędzie
dobrze ale w domu najlepiej- pomyślała Amanda w chwili
przekroczenia swojego mieszkania. Góry były piękne ale miała już
serdecznie dość zwiedzania obcego kraju. Chciała zanurzyć się w
ciepłe kapcie, wskoczyć pod koc i zaparzając swoją ulubioną
herbatę zaczytać się w interesującej książce. Jednak nie
wszystko było takie oczywiste jak się mogło wydawać, z głowy nie
mógł Jej wylecieć obraz Reusa. Nie mogła zapomnieć Jego dotyku,
spojrzenia, głosu. Tak jakby przeszłość wróciła i to ze
zdwojoną siłą, była niczym malutkie zwierzątko na tle
rozwścieczonej puszczy. Czuła się strasznie bezbronna wobec swoich
uczuć, to było tak nieprzyjemne uczucie, że aż nie do zniesienia.
Zapragnęła w jednej chwili być przy Marco, chciała zapomnieć o
wszystkim co złe i do Niego wrócić. Ta chwila słabości
przeminęła jednak w tym samym momencie gdy wzięła telefon do ręki.
Przecież wyjaśniła Mu, że nic między nimi nie będzie, tyle
czasu już minęło. Telefon, który nadal trzymała w dłoni głośno
zaczął wibrować. Gdy podniosła swe powieki na wyświetlacz,
ujrzała zdjęcie blondyna. Te, które własnoręcznie zrobiła Mu
podczas ich wspólnej podróży poślubnej. Czyżby Reus miał
podobnie jak Ona chwilę słabości? Odczekała jeszcze chwilę by
zastanowić się czy na pewno jest gotowa na rozmowę z byłym mężem,
ostatecznie jednak wcisnęła zieloną słuchawkę.
-Marco
-Amy-
odrzekł Marco słysząc głos dziewczyny. Odwaga opuściła Jego
ciało miotając piłkarzem po całym salonie.
-Po
powrocie miało wszystko wrócić na dawne tory. Tymczasem nie
zdążyłam dobrze ulokować się w domu a Ty już dzwonisz- odparła
brunetka nerwowo marszcząc brwi.
-Musimy
porozmawiać- oznajmił Niemiec zdając sobie sprawę ze swojego
natarczywego zachowania. -Chcę Ci coś powiedzieć.
-Rozmawiamy
przecież- odrzekła lekarka skubiąc skrawek serwetki na kuchennym
stole. Nie zdążyła nic więcej powiedzieć, gdyż blondyn
ostentacyjnie przerwał Jej wypowiedź jednym krótkim zdaniem.
-To
nie jest rozmowa na telefon, przyjadę do Ciebie.
Sygnał
został przerwany, a dziewczyna w osłupieniu nadal trzymała
słuchawkę przy uchu nie rozumiejąc co się dzieje. Nie miała
ochoty widywać Marco, nie w tym stanie. Miała wrażenie, że zaraz
się rozpłacze i rozpadnie na milion małych kawałeczków a On tak
po prostu chciał przyjechać.
***
-Wejdź,
proszę- oznajmiła otwierając drzwi na oścież. Ruchem lewej dłoni
zaprosiła blondyna do środka po czym zamknęła za Nim drzwi.
-Napijesz
się czegoś? Kawy? Herbaty?- zapytała z grzeczności spoglądając
na Marco, który przemierzając z kąta w kąt rozglądał się po
Jej mieszkaniu.
-Nie,
dziękuję. Nie zajmę Ci dużo czasu- odparł na co brunetka
znieruchomiała. Ten ton, tak Jej dobrze znany nie wróżył niczego
dobrego. Nie wiedziała czego może się spodziewać toteż usiadła
na skraju sofy wpatrując się w Reusa.
-Pamiętasz,
jak przyszłaś do mnie i powiedziałaś, że wyjeżdżasz do
Afryki?- zapytał zerkając na posturę dziewczyny. Amanda kiwnęła
potakująco głową, chociaż nie miała pojęcia dokąd ta rozmowa
miałaby prowadzić. To było prawie rok temu i co to ma wspólnego z
tym wszystkim?-Byłem wtedy na Ciebie cholernie zły o to wszystko,
nie zatrzymałem Cię bo myślałem, że mnie zdradziłaś.
-Marco
po co mi to wszystko mówisz? Nie podoba mi się kierunek w jaki
zmierza ta rozmowa. Co chcesz mi powiedzieć? Tylko błagam nie mów,
że powinniśmy do siebie wrócić. Przerabialiśmy już to setki
razy- szepnęła prawie niesłyszalnie.
-Podjąłem
pewną decyzję. Właściwie już dawno, ale wiesz miałem pewną
nadzieję w tych górach.- zamyślił się wpatrując się tępo w
blat stołu. - Przez chwile myślałem, że może być jak dawniej,
ale...
-Do
rzeczy Reus. Mów o co chodzi.
-Teraz
ja wyjeżdżam- odrzekł na jednym tchu.-Do Madrytu- dodał
spuszczając głowę.
Dziewczyna
odwróciła machinalnie swą twarz by móc spojrzeć na blondyna.
Wyjeżdża? Czy aby się nie przesłyszała?
-Tam
mam okazję się rozwinąć. A poza tym nie będziemy się widywać,
będziesz mogła ułożyć sobie w końcu nowe lepsze życie-
powiedział spoglądając na Amy.
Nie
powiedziała nic, nie była w stanie. Czy kiedykolwiek ułoży sobie
to życie? Czy tak naprawdę chciała by Marco wyjeżdżał?
-Rozumiem,
taki los piłkarza.-wyszeptała tamując swe łzy, które już
odczuwała pod powiekami-Kiedy wylatujesz?
-Za
tydzień....Chciałbym żebyś przyszła na imprezę...pożegnalną-
wyrzucił z siebie to słowo, które ciążyło Mu w gardle. Dopiero
teraz zrozumiał co tak naprawdę ono oznacza. Nie będzie mógł
widywać Amy, być może już nigdy.
-Oczywiście,
przyjdę....
***
Mario
dzisiejszego dnia chodził w niezbyt dobrym humorze, zupełnie jak
nie On. Ubierając dwie inne skarpetki zwrócił na siebie uwagę
Ann.
-Dobrze
się czujesz?- zapytała Niemka. -Wiesz, jeśli nie chcesz wcale nie
musisz iść tam ze mną- odparła spoglądając na bruneta. Ten
jednak nie wykazywał żadnej inicjatywy w rozmowie z blondynką
-Mario, słuchasz mnie?!- uniosła nieznacznie głos by wyrwać
piłkarza z otępienia.
-Co?
Tak, tak. Pójdę tam z Tobą.
-Goetze
zakładasz dwie różne skarpetki, nie muszę chyba dodawać, że ta
w kwiatki jest moja?- zapytała unosząc kąciki ust w szerokim
uśmiechu. Mario natomiast nie pokazał swego uśmiechu, zamiast tego
zdjął damską skarpetkę odkładając Ją na miejsce.
-Dobrze,
nie pójdziemy nigdzie dopóki mi nie powiesz co jest grane, jasne?-
zapytała a Jej głos rozniósł się po pokoju. Obydwoje wiedzieli,
że nie odpuści. Mario potulnie usiadł na podłodze.
-Wiem,
że to samolubne. Ale nie chcę, żeby wyjeżdżał. Jest dla mnie jak
brat- odparł wpatrując się w swe dłonie. Miał ochotę rozpłakać
się jak małe dziecko lecz męska duma Mu na to nie pozwalała.
-O
kim mówisz?- zapytała podświadomie czując już o kim mowa.
Usiadła tuż obok męża trzymając Go za ramię.
-Marco
odchodzi- wyszeptał młody Niemiec spoglądając swoim beznamiętnym
wzrokiem na Ann. -Być może na zawsze.
-Och!-
wymsknęło się dziewczynie z ust. -Nie wiedziałam, że planuje
odejście z Borussi.- przyznała ten fakt zdawając sobie sprawę co
to naprawdę oznacza.
-Nikt
nie wiedział, myślę, ze On sam zdecydował o tym niedawno. Po
powrocie Amy, gdy dowiedział się, że Go nie zdradziła....nie mógł
sobie poradzić z tą myślą. Chciał Ją odzyskać ale nic ku temu
nie sprzyjało.
-On
Ją naprawdę kocha- stwierdziła blondynka czując napływające łzy
do oczu. Nie mogła znieść myśli, że Jej najbliżsi przyjaciele
nie potrafią być razem. Tak bardzo pragnęła ich szczęścia.
Spojrzała na swojego męża, który wcale nie wyglądał dobrze.
-Mario,
to Jego decyzja. Musisz Ją uszanować, kochasz Go?- zapytała
patrząc prosto w czekoladowe tęczówki Goetze.
-Tak,
jest dla mnie jak starszy brat. Niewielu w swym życiu mamy ludzi do
których możemy iść z każdym problemem i to nieważne czy jest
szósta rano czy właśnie przed chwilą wybiła północ.
-Jeśli
Go kochasz, musisz pozwolić Mu odejść. Nie dokładaj Mu dodatkowych
problemów.
Odejść,
to słowo było tak cholernie bolesne. A co jeśli nigdy nie wróci?
Czy to koniec słynnego duetu Gotzeus? Czy już nigdy nie będzie
mógł poklepać Go po ramieniu i już nigdy nie wybiorą się na
żadną imprezę?
-Wiem,
Ann, wiem. Ale wiesz co jest najgorsze? Nie mogę tego przyjąć do
wiadomości.
-Nigdzie
dzisiaj nie idziemy. Zrobię coś dobrego do jedzenia a potem
obejrzymy jakiś film ok? Dzisiaj zgadzam się nawet na ten okropny
horror.
********
I jest nowy!
Marco w Madrycie, czy dojdzie do wyjazdu? O tym wkrótce:)
NEXT=10 KOMENTARZY
Zapraszam na mojego drugiego bloga:)
Buziaki:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)







