poniedziałek, 27 lipca 2015

ROZDZIAŁ 20

"Nie martw się, już niedługo wrócę, żebyś za bardzo się nie stęskniła.
Zaopiekuj się moim sercem - Zostawiłem je przy Tobie. "
Stephanie Meyer

Przecierając ospale swoje  zmęczone powieki zdała sobie sprawę, że przez całą noc przespała tylko dwie godziny. To za mało, stanowczo za mało. Jej myśli krążyły wciąż dookoła osoby Marco Reusa analizując po raz setny Jego wyjazd. On nie wróci- mówił Jej głos w głowie, który natychmiast chciała uciszyć. Prawda była taka, że chciała by wrócił i to najlepiej jak najszybciej. Blondyn jeszcze nie wyjechał a już za Nim tęskniła. Od dawna nie byli już razem ale przynajmniej miała świadomość, iż jest blisko. W razie gdyby miała jakiś problem z którym nie mogłaby sobie poradzić wiedziała dokąd się udać. A teraz? Przecież nie będzie dzwonić z każdą błahostką do swojego byłego męża. Pozostała Jej jeszcze Ann i Mario. Tylko, że młode małżeństwo miało także swoje życie, nie lubiła gdy ktoś się nad Nią litował dlatego też postanowiła udawać, że jak najbardziej pogodziła się z faktem i da sobie radę sama. Czy aby na pewno?
Wiesz, że o Tobie nie zapomnę prawda? Zawsze będziesz cząstką mnie
Ostatnie słowa Marco chodziły za nią jak cień. Widziała Go wszędzie, słyszała Go wszędzie i czuła Jego obecność. Wspomnienia. Och co byśmy bez nich zrobili?
Odkrywając swe ciało spod kołdry przemierzyła pokój w poszukiwaniu pilota, miała dziś zamiar cały dzień przeleżeć w łóżku. Gapienie się bezsensownie w telewizor uważała za idealną rozrywkę dla oderwania myśli od blondyna. Włączając wyszukiwany przycisk rozbrzmiał w telewizji głos prezentera telewizyjnego obwieszczającego wiadomości. Już miała przełączyć kanał na inny gdy Jej wzrok przykuła fotografia Jej byłego męża na 32 calowym ekranie.
Marco Reus jak dotąd piłkarz Borussi Dortmund jutro, tj w poniedziałek 23 sierpnia 2015r zmienia klub piłkarski........
Zapatrzyła się jeszcze raz w fotografię jakby zdjęcie miało Jej przekazać co ma robić. To już w tym tygodniu- pomyślała posępnie roniąc pojedyncze łzy. Nie potrafiła ich zatrzymać i zrozumieć dlaczego lecą. Przecież to już przeszłość Amy, zrozum to w końcu!
***
-Cześć Marco. Mogę?- zapytała filigranowa brunetka stojąca w futrynie drzwi młodego Niemca.  Nie wiedziała dlaczego tutaj przyszła, po prostu otworzyła wino i być może za bardzo uderzyło Jej do głowy bo postanowiła przespacerować się z butelką w dłoni. Człowieczeństwo patrzyło się dziwnie na Jej zachowanie ale nikt niczego nie komentował, może tylko szeptali po kątach gdyż mimo wszystko kojarzyli dziewczynę jako byłą żonę słynnego Reusa.
-Piłaś? Przyszłaś tu pieszo?- zapytał zdezorientowany mrugając nerwowo oczami. Bądź co bądź ich domy były nieco oddalone od siebie a przejście tego odcinka drogi wymagało nie małego dystansu.
-Pomyślałam, że napijemy się razem, inaczej upiję się kompletnie- odrzekła śmiejąc się ironicznie. Czy to nie był paradoks? Zawsze w najgorszych momentach w życiu potrafiła się wysilić na czarny humor.
Weszła do środka zastając na środku salonu walizki. Stanęła jak wryta zdając sobie sprawę z powagi sytuacji.
-Przeszkodziłam Ci w pakowaniu. Przepraszam- odpychając się na pięcie odwróciła się w kierunku blondyna zbyt gwałtownie. O mało co  nie wpadła na Marco niosącego kieliszki.
-Nie szkodzi, już skończyłem- odparł nie odsuwając się ani na krok. Był znacznie wyższy od brunetki toteż żeby spojrzeć na blondyna musiała nieco podnieść wzrok. Pożałowała tego od razu, był tak nieziemsko przystojny, że stojąc w takiej odległości zaparło Jej dech w piersiach. Nagle zapomniała jak oddychać a Jej dłoń samoistnie poderwała się do góry głaszcząc delikatnie policzek Niemca.
-Amy Ty płaczesz?- zadał retoryczne pytanie blondyn widząc spływające krople łez na policzkach dziewczyny. Odstawiając szkło na stoliku usiadł na kanapie nakazując gestem to samo zrobić Niemce.
-Naprawdę życzę Ci jak najlepiej mimo tego wszystkiego co się wydarzyło między Nami. Niczego bardziej nie pragnę jak tego abyś był szczęśliwy- rzekła na jednym wydechu zwracając się twarzą do Marco.
-Amy, od dawna nie doznałem szczęścia. Skończyło się gdy wzięliśmy rozwód....Nic nie będzie już takie samo.
-Wiem co czujesz, doskonale to rozumiem ale musimy iść do przodu. Przepraszam niepotrzebnie tu przyszłam ale chciałam się pożegnać, już tak na prawdę.
-Okropne to słowo co?- zapytał sam siebie Marco spoglądając przy tym na dziewczynę.
Wyglądała okropnie, zmizerniała, blada i mokra od łez. Tylko jeden widok sprawiał w Nim uczucie bólu. Od zawsze była to smutna Amanda.
-Nie płacz. Wszystko się ułoży, zobaczysz. Też się boję, cholernie się boję- wyszeptał spuszczając w dół swą głowę.
Młoda Niemka otarła wierzchem dłoni swe oczy spoglądając na towarzysza. Zaciekawiło bowiem Ja to, czego obawia się Reus. Poczekała więc aż blondyn zacznie kontynuować swą wypowiedź.
-Boję się nowego kraju, tego że sobie nie poradzę. Nie będzie przy mnie nikogo...
-Marco w to nie uwierzę nigdy. Rozumiesz? Wierzę w Ciebie jak w nikogo innego i na pewno nie raz o Tobie usłyszę. Wiem to, po prostu wiem.- odrzekła spoglądając w tęczówki załamanych oczu blondyna. Nie zastanawiając się długo złączyła ich wargi w namiętnym pocałunku. Jeszcze nigdy nie czuła takiej ogromnej więzi do drugiego człowieka. Miała wrażenie, że zaraz eksploduje rozpadając się na milion małych kawałków. W tym pocałunku było tyle tęsknoty i bólu, że sama nie potrafiłaby tego opisać. Podświadomie i Ona i On wiedzieli, że to pożegnanie.
-Będę cholernie mocno tęsknić- zarzucając obydwie ręce na żyję blondynę wtuliła swój nos w zagłębienie Jego szyi.
***
Obudziła się poświadomie wyczuwając pod sobą miękkie podłoże. Był to Marco obejmujący Ją w talii. Usnęła więc.... Tego potrzebowała po intensywnie spędzonym dniu. Podnosząc swą głowę zauważyła, że blondyn nadal śpi poruszając miarowo swą klatką piersiową. Jej wzrok przykuła dłoń, którą położyła na sercu byłego męża. Nawet mimo t-shirtu który widniał na ciele mężczyzny wyczuwała jakie bije od Niego ciepło. Wyswobodziła się ostrożnie z objęć chłopaka starając się aby Go nie obudzić. Poszukała skrawka papieru oraz długopisu z torby i opierając kartkę na pobliskiej ścianie zaczęła pisać.
Drogi Marco.
Nie umiem się żegnać, wiesz jak tego bardzo nienawidzę. Mam nadzieję, że Twoje życie w końcu nabierze pięknych barw zapominając o mnie. Proszę zrób to dla mnie, po prostu zapomnij. Jest wiele pięknych i mądrych dziewczyn na tym świecie, które mogą zapewnić Ci szczęśliwe życie. Zrób to dla mnie jeśli cokolwiek jeszcze do mnie czujesz. Ja zawsze będę wspominać Cię miło i nie zapomnę tego co było dobre.
Powodzenia ;*
Amy

Odłożyła trzęsącą się dłonią kartkę na stolik i ostatni raz spoglądając zapłakanymi oczami na Reusa pocałowała Go troskliwie w czoło.
-Żegnaj.
*******************************************
Heii :)
Przepraszam, że tak późno dodaję! I o takiej porze, miało być wieczorem a zrobiła się noc!
Miłego czytania ;)
Zapraszam na mój drugi blog---->KLIK

niedziela, 12 lipca 2015

ROZDZIAŁ 19

\


Marco wyjeżdża. Te słowa są jak malutkie igiełki uderzające wprost w serce Amandy. Nie wiedziała jak to się mogło stać, znów zaczęło Jej zależeć, a może tak naprawdę nigdy to uczucie nie minęło? Być może przez ten cały czas oszukiwała samą siebie...
Nienawidziła pożegnań, zresztą chyba nikt ich nie lubi. Sama myśl o zmierzeniu się z Reusem wprawiała Ją w nie małe zawirowania. Nie chciała iść na imprezę pożegnalną ale przecież obiecała. To ostatni dzwonek by szczerze porozmawiać z byłym mężem, tylko o czym? Czy Oni mają jeszcze tematy do rozmowy? To wszystko jet popieprzone do granic możliwości.
Szykując się nie przywiązywała zbytnio wielkiej wagi do wyglądu. Co by to zmieniło? Nic, słowo się rzekło i Marco odchodzi. Pora się z tym pogodzić, raz na zawsze. Ubrała swoje ulubione jeansy i koszulę w miętową kratę. Spryskała swój dekolt ulubionym perfumem i zaczęła tuszować swe rzęsy. Nie miała ochoty na makijaż ale po swoim odbiciu w lustrze postanowiła, że choć z oczami coś zrobi, żeby nie wyglądać jak zmora. Gdy wdziała na swe nogi conversy zdała sobie sprawę, że zdążyła na sam czas. Za piętnaście minut miało odbyć się oficjalne żegnanie Marco a dokładnie tyle zajmie Jej dotarcie na Jego posesję.
***
Szargana emocjami wyszła z samochodu zmierzając w kierunku apartamentu. Ten dom wiele dla Niej znaczył, mieszkała tu kiedyś z blondynem. Co się z Nim stanie? Zostanie sprzedany i pozostaną po Nim tylko wspomnienia? Kto tu zamieszka? Kolejne młode małżeństwo? Będą szczęśliwi czy też nie? Odganiając czarne chmury ze swych myśli postanowiła przezwyciężyć melancholię i wejść do środka. Goście już zebrali się w salonie. Zamknęła za sobą drzwi, gdy wszystkie oczy skierowały się w Jej stronę.
-Chyba wszyscy już są- rzekł Pan domu.- Więc zacznę moi kochani.Chcę to mieć już za sobą. Spędziłem tu naprawdę sporo cennego czasu. Były wzloty i upadki, czasem było naprawdę źle ale nie żałuję żadnej minuty spędzonej w tym mieście. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, zdobyłem piłkarskiego doświadczenia. Nauczyłem się tak dużo i naprawdę ciężko mi cokolwiek powiedzieć, bo nawet nie mam pojęcia jakimi słowami ubrać to jak jestem Wam cholernie wdzięczny. Każdemu z osobna za przyjaźń, za razem spędzony czas, za cierpliwość do mnie i za to, że tu przyszliście, Dla mnie.

Dla Ciebie- wyszeptała w myślach dziewczyna. Wszystko dla Ciebie.
***
Obracając naczynie z kolorowym drinkiem w dłoni brunetka postanowiła zebrać myśli, wszyscy otoczyli Marco chcąc z Nim porozmawiać a Ona czmychnęła po cichu na balkon tak by Jej nikt nie zauważył. Znała każdy, najmniejszy kąt w tym domu, nie sprawiło Jej problemu więc dostanie się do upragnionego celu.
-Mogę?-zapytał tuż obok męski głos, podniosła swój wzrok do góry by ujrzeć twarz blondyna, która świeciła blaskiem odbijającego się na niebie księżyca. Skinęła głową nadal wpatrując się przed siebie.
-Nie powinnam pić, muszę dotrzeć do domu- oznajmiła oddając swój napój Reusowi.
-Możesz zostać, przenocować.- odparł spoglądając na brunetkę. Nie zwrócił Jej jednak trunku przechylając w swoje usta cały drink.

-To impreza dla Ciebie, powinieneś do Nich wracać- rzekła skruszona splatając palce na kolanie. Chciała zostać sama a nijak nie potrafiła znaleźć choć odrobiny swobody.
-Zarezerwowałem też czas dla Ciebie. I to nawet sporo- wykrzywiając twarz w krzywym uśmiechu spojrzał na dziewczynę. Amy momentalnie skrzyżowała nogi po turecku zwracając się przodem do blondyna.
-Musimy porozmawiać prawda? Nie chcę, żebyś wyjechał i aby zostały między nami niedopowiedziane sprawy....Marco, zdaję sobie sprawę, że to pożegnanie, po to tu jesteśmy wszyscy. Może gdyby to wszystko potoczyłoby się inaczej, nie wiem możliwe, że nie siedzielibyśmy w tym miejscu. Ale nie ma co rozdrapywać starych ran. Świat idzie do przodu, chcę żebyś wiedział, ze byłam szczęśliwa. W każdej minucie naszego małżeństwa...
-Amy?
Podniosła ponownie oczy tego wieczoru na blondyna. Musiała ciężko walczyć ze swym organizmem by nie paść spazmatycznym szlochem.
-Ja też byłem szczęśliwy. Nie za często to mówiłem, ale naprawdę byłem- i wtedy zrobił coś nieoczekiwanego. Chwytając rękę Amandy splótł razem ich palce. Zwykła, prosta rzecz a jaka intymna. Dziewczyna poczuła pustkę w sercu, tak wielką iż nie była w stanie Ją niczym wypełnić.
-Życzę Ci jak najlepiej Marco. Wiem, że zajdziesz daleko, wierzę w Ciebie. Jesteś dobrym człowiekiem i zasługujesz na wszystko co najlepsze- odrzekła czując jak mięknie pod dotykiem blondyna, który gładził Jej knykcie.
-Wiesz, że o Tobie nie zapomnę prawda? Zawsze będziesz cząstką mnie- wyszeptał po czym na policzkach brunetki zawitały pojedyncze łzy.
-Przestań proszę. Nie rób tego. Nie mów mi takich rzeczy teraz kiedy masz wyjechać.....Powinnam już iść.
-Amy!
***
Obserwowała wzrokiem wszystkich przybyłych. Ku Jej oczom ukazała się Amanda, która była w dość krytycznym stanie a Mario podążał po domu jak cień udawając, że wszystko jest w porządku. Właściwie to przyszła tu dla tej dwójki, była potwornie zmęczona sesją, w której musiała brać udział ale nie mogła nie przyjść pożegnać Reusa.
-Ann w porządku?- zapytał po cichu głos dla którego uniosła swą ociężałą głowę.
-Tak, po prostu usiadłam aby chwilę odpocząć- przyznała uśmiechajac się nieco. Kłamanie nie było Jej mocną stronę toteż Mario spoczął obok Niej siadając na podłodze.
-Jeśli nie masz już siły to możemy jechać do domu- odparł zmęczony.
-A Ty? Masz jeszcze siłę? Na to wszystko?- zapytała pokazując głową na Marco, który w tej chwili rozmawiał z przyjaciółmi.
-Szczerze? Nie. Ale jesteśmy przyjaciółmi. Nie mogę Go zawieść.
W takich chwilach kochała Go najbardziej, gdy się troszczył o wszystkich. Nigdy nie pozwolił by komuś stała się krzywda. Jej Mario- rozpłynęła się w słodkich rozmyślaniach.
-Właśnie, dlatego zostaniesz tu z Nim do samego rana a ja wezmę taksówkę. Wybacz ale chyba nie wytrzymam do końca, pójdę się pożegnać i spotkamy się jutro, ok?
Całując męża w policzek oddaliła się.
*********************************************
Heii ;)
Mimo Waszych protestów postanowiłam jednak oddelegować Marco do Madrytu.
Co z tego wyniknie? Jeszcze zobaczymy....
NEXT=10 KOMENTARZY
Buziaki:)



sobota, 4 lipca 2015

ROZDZIAŁ 18



"Lu­bimy wra­cać w miej­sca, gdzie spot­kało nas coś dobrego,
gdzie spot­ka­liśmy ko­goś ważne­go dla nas.
Lu­bimy te pow­ro­ty, bo sta­le ma­my nadzieję, że ktoś lub coś jeszcze na nas tam czeka"


Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej- pomyślała Amanda w chwili przekroczenia swojego mieszkania. Góry były piękne ale miała już serdecznie dość zwiedzania obcego kraju. Chciała zanurzyć się w ciepłe kapcie, wskoczyć pod koc i zaparzając swoją ulubioną herbatę zaczytać się w interesującej książce. Jednak nie wszystko było takie oczywiste jak się mogło wydawać, z głowy nie mógł Jej wylecieć obraz Reusa. Nie mogła zapomnieć Jego dotyku, spojrzenia, głosu. Tak jakby przeszłość wróciła i to ze zdwojoną siłą, była niczym malutkie zwierzątko na tle rozwścieczonej puszczy. Czuła się strasznie bezbronna wobec swoich uczuć, to było tak nieprzyjemne uczucie, że aż nie do zniesienia. Zapragnęła w jednej chwili być przy Marco, chciała zapomnieć o wszystkim co złe i do Niego wrócić. Ta chwila słabości przeminęła jednak w tym samym momencie gdy wzięła telefon do ręki. Przecież wyjaśniła Mu, że nic między nimi nie będzie, tyle czasu już minęło. Telefon, który nadal trzymała w dłoni głośno zaczął wibrować. Gdy podniosła swe powieki na wyświetlacz, ujrzała zdjęcie blondyna. Te, które własnoręcznie zrobiła Mu podczas ich wspólnej podróży poślubnej. Czyżby Reus miał podobnie jak Ona chwilę słabości? Odczekała jeszcze chwilę by zastanowić się czy na pewno jest gotowa na rozmowę z byłym mężem, ostatecznie jednak wcisnęła zieloną słuchawkę.
-Marco
-Amy- odrzekł Marco słysząc głos dziewczyny. Odwaga opuściła Jego ciało miotając piłkarzem po całym salonie.
-Po powrocie miało wszystko wrócić na dawne tory. Tymczasem nie zdążyłam dobrze ulokować się w domu a Ty już dzwonisz- odparła brunetka nerwowo marszcząc brwi.
-Musimy porozmawiać- oznajmił Niemiec zdając sobie sprawę ze swojego natarczywego zachowania. -Chcę Ci coś powiedzieć.
-Rozmawiamy przecież- odrzekła lekarka skubiąc skrawek serwetki na kuchennym stole. Nie zdążyła nic więcej powiedzieć, gdyż blondyn ostentacyjnie przerwał Jej wypowiedź jednym krótkim zdaniem.
-To nie jest rozmowa na telefon, przyjadę do Ciebie.
Sygnał został przerwany, a dziewczyna w osłupieniu nadal trzymała słuchawkę przy uchu nie rozumiejąc co się dzieje. Nie miała ochoty widywać Marco, nie w tym stanie. Miała wrażenie, że zaraz się rozpłacze i rozpadnie na milion małych kawałeczków a On tak po prostu chciał przyjechać.

***
-Wejdź, proszę- oznajmiła otwierając drzwi na oścież. Ruchem lewej dłoni zaprosiła blondyna do środka po czym zamknęła za Nim drzwi.
-Napijesz się czegoś? Kawy? Herbaty?- zapytała z grzeczności spoglądając na Marco, który przemierzając z kąta w kąt rozglądał się po Jej mieszkaniu.
-Nie, dziękuję. Nie zajmę Ci dużo czasu- odparł na co brunetka znieruchomiała. Ten ton, tak Jej dobrze znany nie wróżył niczego dobrego. Nie wiedziała czego może się spodziewać toteż usiadła na skraju sofy wpatrując się w Reusa.
-Pamiętasz, jak przyszłaś do mnie i powiedziałaś, że wyjeżdżasz do Afryki?- zapytał zerkając na posturę dziewczyny. Amanda kiwnęła potakująco głową, chociaż nie miała pojęcia dokąd ta rozmowa miałaby prowadzić. To było prawie rok temu i co to ma wspólnego z tym wszystkim?-Byłem wtedy na Ciebie cholernie zły o to wszystko, nie zatrzymałem Cię bo myślałem, że mnie zdradziłaś.
-Marco po co mi to wszystko mówisz? Nie podoba mi się kierunek w jaki zmierza ta rozmowa. Co chcesz mi powiedzieć? Tylko błagam nie mów, że powinniśmy do siebie wrócić. Przerabialiśmy już to setki razy- szepnęła prawie niesłyszalnie.
-Podjąłem pewną decyzję. Właściwie już dawno, ale wiesz miałem pewną nadzieję w tych górach.- zamyślił się wpatrując się tępo w blat stołu. - Przez chwile myślałem, że może być jak dawniej, ale...
-Do rzeczy Reus. Mów o co chodzi.
-Teraz ja wyjeżdżam- odrzekł na jednym tchu.-Do Madrytu- dodał spuszczając głowę.
Dziewczyna odwróciła machinalnie swą twarz by móc spojrzeć na blondyna. Wyjeżdża? Czy aby się nie przesłyszała?
-Tam mam okazję się rozwinąć. A poza tym nie będziemy się widywać, będziesz mogła ułożyć sobie w końcu nowe lepsze życie- powiedział spoglądając na Amy.
Nie powiedziała nic, nie była w stanie. Czy kiedykolwiek ułoży sobie to życie? Czy tak naprawdę chciała by Marco wyjeżdżał?
-Rozumiem, taki los piłkarza.-wyszeptała tamując swe łzy, które już odczuwała pod powiekami-Kiedy wylatujesz?
-Za tydzień....Chciałbym żebyś przyszła na imprezę...pożegnalną- wyrzucił z siebie to słowo, które ciążyło Mu w gardle. Dopiero teraz zrozumiał co tak naprawdę ono oznacza. Nie będzie mógł widywać Amy, być może już nigdy.
-Oczywiście, przyjdę....
***
Mario dzisiejszego dnia chodził w niezbyt dobrym humorze, zupełnie jak nie On. Ubierając dwie inne skarpetki zwrócił na siebie uwagę Ann.
-Dobrze się czujesz?- zapytała Niemka. -Wiesz, jeśli nie chcesz wcale nie musisz iść tam ze mną- odparła spoglądając na bruneta. Ten jednak nie wykazywał żadnej inicjatywy w rozmowie z blondynką -Mario, słuchasz mnie?!- uniosła nieznacznie głos by wyrwać piłkarza z otępienia.
-Co? Tak, tak. Pójdę tam z Tobą.
-Goetze zakładasz dwie różne skarpetki, nie muszę chyba dodawać, że ta w kwiatki jest moja?- zapytała unosząc kąciki ust w szerokim uśmiechu. Mario natomiast nie pokazał swego uśmiechu, zamiast tego zdjął damską skarpetkę odkładając Ją na miejsce.
-Dobrze, nie pójdziemy nigdzie dopóki mi nie powiesz co jest grane, jasne?- zapytała a Jej głos rozniósł się po pokoju. Obydwoje wiedzieli, że nie odpuści. Mario potulnie usiadł na podłodze.
-Wiem, że to samolubne. Ale nie chcę, żeby wyjeżdżał. Jest dla mnie jak brat- odparł wpatrując się w swe dłonie. Miał ochotę rozpłakać się jak małe dziecko lecz męska duma Mu na to nie pozwalała.
-O kim mówisz?- zapytała podświadomie czując już o kim mowa. Usiadła tuż obok męża trzymając Go za ramię.
-Marco odchodzi- wyszeptał młody Niemiec spoglądając swoim beznamiętnym wzrokiem na Ann. -Być może na zawsze.
-Och!- wymsknęło się dziewczynie z ust. -Nie wiedziałam, że planuje odejście z Borussi.- przyznała ten fakt zdawając sobie sprawę co to naprawdę oznacza.
-Nikt nie wiedział, myślę, ze On sam zdecydował o tym niedawno. Po powrocie Amy, gdy dowiedział się, że Go nie zdradziła....nie mógł sobie poradzić z tą myślą. Chciał Ją odzyskać ale nic ku temu nie sprzyjało.
-On Ją naprawdę kocha- stwierdziła blondynka czując napływające łzy do oczu. Nie mogła znieść myśli, że Jej najbliżsi przyjaciele nie potrafią być razem. Tak bardzo pragnęła ich szczęścia. Spojrzała na swojego męża, który wcale nie wyglądał dobrze.
-Mario, to Jego decyzja. Musisz Ją uszanować, kochasz Go?- zapytała patrząc prosto w czekoladowe tęczówki Goetze.
-Tak, jest dla mnie jak starszy brat. Niewielu w swym życiu mamy ludzi do których możemy iść z każdym problemem i to nieważne czy jest szósta rano czy właśnie przed chwilą wybiła północ.
-Jeśli Go kochasz, musisz pozwolić Mu odejść. Nie dokładaj Mu dodatkowych problemów.
Odejść, to słowo było tak cholernie bolesne. A co jeśli nigdy nie wróci? Czy to koniec słynnego duetu Gotzeus? Czy już nigdy nie będzie mógł poklepać Go po ramieniu i już nigdy nie wybiorą się na żadną imprezę?
-Wiem, Ann, wiem. Ale wiesz co jest najgorsze? Nie mogę tego przyjąć do wiadomości.
-Nigdzie dzisiaj nie idziemy. Zrobię coś dobrego do jedzenia a potem obejrzymy jakiś film ok? Dzisiaj zgadzam się nawet na ten okropny horror.

********
I jest nowy!
Marco w Madrycie, czy dojdzie do wyjazdu? O tym wkrótce:)
NEXT=10 KOMENTARZY
Zapraszam na mojego drugiego bloga:)
Buziaki:)

sobota, 20 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 17

-Ćśśśś- kładąc palec wskazujący na ustach blondyna zaczęła Go uciszać. -Ann z Mario mogli już wrócić. Zwariowałeś?- zapytała wpatrując się w mężczyznę.
-Tak. Zwariowałem...
***********************
Szła chwiejnym krokiem podążając za blondynem, który kurczowo trzymał Jej chudą dłoń.
W głowie kłębiło Jej się tysiąc myśli na minutę a nogi podążały do zakazanego miejsca- pokoju w którym przebywał blondyn. Wiedziała, że to co robi jest niewłaściwe ale dziwnym zbiegiem okoliczności nie potrafiła przestać. Wprowadzając dziewczynę do środka Marco zamknął drzwi przekręcając zamek aby nikt nieproszony nie miał szansy wedrzeć się do środka.

-Na czym skończyliśmy?- zapytał podchodząc bliżej brunetki. Amy pachniała szamponem brzoskwiniowym i cała była rozedrgana z natłoku wrażeń. Zręczne dłonie Reusa zaczęły już rozsznurowywać szlafrok, kiedy wstrząsnęły Nią zimne dreszcze.-Ćśśś. Będzie dobrze maleńka, tak jak kiedyś-wyszeptał Marco całując Jej czoło. Nic już nie będzie takie jak kiedyś- pomyślała lecz ta myśl tak szybko jak przyszła tak i w zawrotnym tempie odeszła dając miejsce na przyjemnie doznania od dotyku Niemca. Całując byłą żonę po Jej najczulszych miejscach na szyi dostarczał Jej niemałych atrakcji, czuła się w końcu spełniona i potrzebna. Cmokając przelotnie Jej lekko zadarty nosek odsunął się nieco by zdjąć przez głowę szary t-shirt. Ku oczom Amandy ukazała się doskonale wyrzeźbiona klatka piersiowa bez grama tłuszczu, tęskniła za tym widokiem aż zaparło Jej dech w piersiach. Pragnęła Go dotknąć...
Przysuwając się bliżej blondyna przejechała dłonią po Jego policzku zjeżdżając nieco niżej na wcześniej wspomnianą partię ciała, której mogłaby przypatrywać się godzinami. Zatrzymując się na twardym brzuchu spinającym wszystkie mięśnie pchnęła delikatnie Marco tak, że znalazł się na łóżku. Zaskoczony odważną postawą brunetki nie protestował jednak poddać się Jej poczynaniom. Spojrzała jeszcze jeden raz na piłkarza wahając się czy na pewno powinna znajdować się w tym miejscu.
-Chodź do mnie- wyszeptał Reus przyciągając dziewczynę do siebie. Układając Jej nieskazitelne ciało na białej pościeli zaczął obdarowywać Ją namiętnymi pocałunkami na całym ciele. Zapomniał już o tym co powiedział kilka chwil temu o tym, że nie dotknie Amy dopóki Ona nie zacznie Go błagać. Nie mógł się powstrzymać by nie poczuć Jej aksamitnego ciała a myśl, że musiał czekać na to tak długo popędzała Go do działania.
***
Przebudziła się gdy tylko trzasnęły drzwi frontowe, był to znak, że Ann i Mario wrócili ze spaceru. Swoją drogą powinna nawrzeszczeć  na Ann za tą intrygę. Przypominając sobie co jeszcze przed godziną wyczyniała z Marco spojrzała na swego towarzysza. Ledwie przykryty leżał nieruchomo na łóżku odpoczywając spokojnym snem. Pogłaskała blondyna delikatnie swą dłonią po policzku bojąc się, że lada chwila może się obudzić.  Czy pragnęła budzić się tak codziennie w obecności tego mężczyzny? Oczywiście, że tak ale nikomu się do tego nie przyzna. To nierealne. Dając upust swym myślom zauważyła, że od kilku sekund przygląda Jej się obiekt westchnień.
-Hej?- zapytał niepewnie spoglądając na Amy, która miała nieodgadniony wyraz twarzy.
-Hej- odrzekła ochrypłym głosem nie zmieniając swego położenia.-Dlaczego tak Ci na tym zależało. co? Możesz mieć milion innych panienek.
-Może nie chcę innych?- odpowiedział pytaniem na pytanie i wspierając się na swoim prawym łokciu podparł głowę.
-Reus przestań się wygłupiać. Zapytałam poważnie. Chyba nie myślisz, że uwierzę w to, że jestem najważniejsza na świecie i najlepsza w łóżku. Nie mam już osiemnastu lat i nie musisz mnie bajerować.-odparła wlepiając swe źrenice wprost w blondyna.
-Nigdy nie byłem bardziej poważny- odrzekł siadając skrzyżnie na łóżku.
Dziewczyna nagle poczuła przypływ nagłej paniki, bała się tej powagi. Pragnęła myśleć, iż Marco żartuje sobie z Niej natomiast po wyrazie Jego twarzy dało się wyczytać, że wcale tak nie jest. Ze strachu przed tym co Niemiec zechciałby jeszcze Jej powiedzieć zamierzała uciąć tę rozmowę. Jak zawsze w takich sytuacjach budowała dookoła siebie obronny pancerz, który miał Ją chronić przed zgubnymi uczuciami, nie chciała więcej cierpieć choć miała wrażenie, że nic innego w życiu nie jest Jej pisane.
-Marco to był...
-Impuls?-prychnął piłkarz spoglądając na brunetkę z wyrzutem.-Teraz Ty przestań mówić takie głupoty. Dobrze wiesz, że to było coś ważnego, dlaczego znów to od siebie odpierasz?
-Daj mi dokończyć. Nie twierdzę, że to był impuls. Doskonale wiedziałam czym to się skończy ale pomimo tego nie musiałeś mnie do niczego zmuszać. Ale Marco...Nie wrócimy do siebie tylko dlatego, że stało się to co się stało. Teraz wrócimy do Dortmundu i wszystko wróci na dawne tory, rozumiesz? Między nami jest już za duża przepaść....Przykro mi- wyszeptała na koniec zauważając jakim Reus obdarza Ją spojrzeniem.
***
-Myślisz, że się pogodzili?- zapytała Ann nalewając do kubków herbaty z miodem.
Mario przez trzy godziny zdążył już zmarznąć na kość. Trzymając się kurczowo gorącego kubka miał wrażenie, że odmroził sobie palce.
-Miło, że się o mnie troszczysz- zadrwił brunet pocierając dłońmi o siebie.-Gdybyś nie zdążyła zauważyć jeszcze minuta na tym cholernym mrozie i robiłbym za śniegowego bałwana....Ann słuchasz mnie w ogóle?!
-Co mówiłeś?- zapytała blondynka myślami będąc już przy Marco i Amy.....-Ach tak zmarzłeś. Trzeba było wziąć ciepłe rękawiczki a nie teraz mi smęcisz, że Ci zimno.- spiorunowana męskim spojrzeniem przewróciła oczami będąc już cicho. -Już dobrze, wynagrodzę Ci to jakoś, nie obrażaj się.
Goetze uniósł majestatycznie do góry jedną brew jak zawsze gdy dziewczyna oferowała zadośćuczynienie.-Mianowicie?-zapytał.
-Przygotuję Ci ciepłą kąpiel. Masz ochotę?- zadała pytanie retoryczne jak się okazało gdyż brunet entuzjastycznie pokiwał głową w geście uznania.
-Świetnie. Chodź- ciągnąc męża za lodowatą dłoń skierowali swe kroki do łazienki.
***
NEXT=10 KOMENTARZY

piątek, 5 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 16

Zarzucając swe ręce na szyję Marco przyciągnęła Go do siebie oddając się chwili. młody Niemiec wymruczał wprost w Jej usta imię Amanda co tylko spotęgowało Jej pragnienie. Nim się obejrzała leżała już na Marco szukając ukojenia w Jego ramionach. Całowali się bez tchu wytchnienia upajając się chwilą. Dopiero gdy Marco podchwycił pośladki Amy ta znieruchomiała.
-Nie.
*******
Zdezorientowany Marco spojrzał na Amandę próbując uspokoić oddech. Takiego scenariusza nie przewidział i choć jedyną rzeczą o jakiej pragnął była fizyczna bliskość z dziewczyną na pewno nie był skłonny do tego, żeby wziąć to sobie siłą. 
-Amy? Co się stało?-zapytał wpatrując się w ciemne tęczówki damskich oczu, które były przepełnione lękiem i niepewnością. Doskonale znał powody dla których Jego była żona nie chciała ponieść się chwili ale miał nadzieję, że rozwieje te wątpliwości.

-Nie możemy. -szeptając te dwa słowa zdała sobie sprawę, że zbyt często ich używa. Robiła wszystko byle nie spojrzeć na unikatową twarz blondyna, wiedziała że nie zdołałaby się oprzeć. -Lepiej gdybyś już sobie poszedł- odparła.
-Wcale tak nie uważasz- odrzekł Marco zadziwiając tym dziewczynę. Może i w głębi serca tego nie chciała, pragnęła aby został tu z Nią ale akurat ten mężczyzna nie miał prawa Jej pouczać. Po tym wszystkim co się stało powinien zrozumieć Jej obawy.
-To co ja uważam to tylko i wyłącznie moja sprawa, rozumiesz?! Kim Ty do diabła jesteś?!- rozzłoszczona wstała pospiesznie z łóżka by podejść do okna na bezpieczną odległość od Reusa.
-Jestem Twoim mężem i znam Cię jak nikt inny. Wiem kiedy kłamiesz i teraz właśnie nadeszła ta chwila, nie sądzisz, że to niemądre? Czemu taka jesteś Amy? Czemu nie chcesz mnie dopuścić do siebie? To bardzo dziecinne zachowanie.- oznajmił młody Niemiec podążając w kierunku okna.
-Po pierwsze jesteś moim byłym mężem! Rozumiesz?! Byłym! Nie możesz ot tak mnie pouczać, nie jesteśmy już razem i mogę robić to co mi się żywnie podoba! Kiedy będę miała ochotę Cię okłamać to zrobię to! Rozumiesz? Bo nic już między nami nie ma i nie zależy mi czy będzie Ci przykro czy nie- odparła z nienawiścią wpatrując się w źrenice blondyna. Być może była znów zbyt blisko mężczyzny gdyż nagle poczuła gorące ukłucie w sercu gdy wypowiedziała tę mowę. Marco przez kilka sekund stał jak posąg nie wiedzący co powiedzieć lecz już po chwili udał się w kierunku drzwi aby przekręcić klucz.
-Co Ty wyprawiasz do cholery?!- zapytała przyglądając się poczynaniom blondyna
-Wyjaśnimy sobie wszystko raz na zawsze...Po pierwsze nie podoba mi się, że krzyczysz w dodatku na mnie-zaczął wyliczać Reus okręcając na palcu klucz.-Po drugie przestań się w końcu oszukiwać i po trzecie...-Blondyn stanął tak blisko brunetki jak to było tylko możliwe, nachylając się wprost do Jej ucha przygryzł delikatnie Jej płatek czym wywołał dreszcz wzdłuż całego kręgosłupa. 
-I po trzecie nie zamierzam Cię do niczego zmuszać. Kiedy nie będziesz już w stanie wytrzymać sama będziesz błagać o litość- podchwytując dziewczynę w pasie wytaczał szlak ustami po Jej szyi kierując się do linii żuchwy. Bezradna brunetka odchyliła nieco głowę do tyłu by ułatwić blondynowi drogę do Jej ciała. Ten jednak zjeżdżając do obojczyka oderwał się na chwilę od Niej by spojrzeć na Jej twarz. Pragnęła więcej, pragnęła Jego i tylko Jego. Uśmiechnął się szelmowsko po czym odwracając się na pięcie po raz kolejny tego ranka zaczął zmierzać w kierunku wyjścia. Otumaniona Amanda nie mogła uwierzyć w to co widzi, minęło kilka sekund zanim doszło do Jej mózgu, że Marco ot tak postanowił sobie wyjść. W takim momencie!
-Poczekaj!- Ruszyła w pogoń do drzwi aby zatarasować przejście swym ciałem. -Chyba nie zamierzasz po prostu sobie teraz wyjść?- zapytała nadal oddychając z trudnościami jak po długim biegu.
-Jeśli tylko wyjdziesz z tego przejścia to owszem. Zamierzam napić się kawy.- odparł uśmiechając się pod nosem.
-Jesteś skończonym kretynem- zakomunikowałą po czym wypychając z całej siły byłego męża zamknęła spowrotem drzwi. Miała już dość, a to był dopiero początek dnia.
***
Potrzebowała nagłego orzeźwienia. Nic tak nie działało na rozkołatane nerwy jak prysznic. Zabierając szlafrok postanowiła udać się do łazienki w celach leczniczych. Myślała, że woda pomoże Jej aby raz na zawsze pozbyć się blondyna ze swych myśli, jakże żałowała tego że zgodziła się tu przyjechać. Gdy dostała się pod strumień wody poczuła jak wszystkie problemy spływają po Jej ciele, odchyliła głowę by zmoczyć kosmyki włosów. Zamykając oczy przez Jej umysł zaczęły przesuwać się obrazy jeszcze sprzed chwili. Dotyk ust Marco wydawał Jej się taki realny i mocno odczuwalny, że postanowiła otworzyć oczy wyrywając się tym z oszołomienia. Nie mogła nadal uwierzyć, że wystarczyła tylko chwila by zapomnieć przez co ostatnio przechodziła i jak wiele musiała znieść. Wychodząc spod prysznica obiecała sobie, że nie da się już omamić. Lecz czy na pewno? Rozglądając się po łazience zauważyła, że zapomniała wyjąć z torby świeżą bieliznę. Okryła się więc szczelnie szlafrokiem, który sięgał Jej zaledwie  do kolan i rozglądając się czy nie ma nikogo na korytarzu skręciła do swego pokoju.
-Proszę, proszę- stanęła jak wryta tuż przed drzwiami słysząc znany głos. Kiwając złowieszczo głową postanowiła wejść do środka by uniknąć dalszych kłopotów. Piłkarz jednak był szybszy, odwracając dziewczynę w pasie złożył Jej nadgarstki na ścianie tuż nad głową.
-Dla mnie?- zapytał blondyn jedną ręką wciąż unieruchamiając dziewczynę, drugą zaś odwiązywał pasek szlafroka. Jej ciało napięło się na samą myśl, że znów dotyka Ją tam gdzie nie powinien, gdy przypomniała sobie, że nie ma pod spodem jakiejkolwiek odzieży poczuła znów drażliwe ukłucia w  okolicy pępka-Pani Reus chodzi bez bielizny?- zapytał kpiąco nachylając się znów wprost do Jej ucha sprawiając tym dziewczynie po raz kolejny atak nagłego prądu. -Ktoś może Cię skarbie zobaczyć- stwierdził trzymając już obie dłonie na talii dziewczyny. Miał strasznie chłodny dotyk więc Amy aż syknęła od tego doznania . -Wiesz miałem nieco inne plany ale ....jesteś naga a ja nie mogę tego znieść- okrył szczelnie dziewczynę po czym po raz enty wprawił Ją dziś w oszołomienie. Chociaż czego powinna się spodziewać? Marco Reus jest nieprzewidywalny. Już miała odejść gdy chwytając Ją za ramię przygwoździł znów do ściany. -Nie tak prędko królewno. Mam większe łóżko i ogromną ochotę żeby...
-Ćśśśś- kładąc palec wskazujący na ustach blondyna zaczęła Go uciszać. -Ann z Mario mogli już wrócić. Zwariowałeś?- zapytała wpatrując się w mężczyznę.
-Tak. Zwariowałem...
***
NEXT=10 KOMENTARZY :)
W niedługim odstępie czasowym dodam coś na drugim blogu.
Pozdrawiam:)

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 15

- Dlaczego niektórym słowo kocham przychodzi z takim trudem?
- Bo wymawiając je stajesz się bezbronny.
Nora Roberts


Chciała zapomnieć raz na zawsze. O Marco, o pocałunku, o tym jaka jest słaba w obecności blondyna. Jej nabrzmiałe wargi nie pozwalały Jej na to, ciągle czuła smak ust Niemca i sama nie mogła uwierzyć jak mogła pozwolić na ten incydent. Jeszcze przed chwilą miała ochotę rzucić się na Reusa nie zważając na inne okoliczności, zupełnie jakby postradała zmysły. Z rozmyślań wyrwał Ją głos Ann dochodzący zza drzwi, która nawoływała brunetkę na śniadanie. Z niepewnością zebrała się w sobie by zejść na dół, nie zdążyła jeszcze ochłonąć a czekało na Nią starcie z piłkarzem. Pocieszała Ją jedynie myśl, że nie będzie z Nim sam na sam. Schodząc powolnie ze schodów ku Jej niezadowoleniu zauważyła, że wszyscy siedzą już przy stole, przyspieszyła więc kroku i usiadła na przeciwko blondyna, który postanowił nie spuszczać z Niej oka. Amanda zaś błądziła oczami dookoła byle nie spotkać się ze wzrokiem Marco.
-Ładna dziś pogoda, może przejdziemy się na stok?- zapytała Ann pełna rumieńców spoglądając na resztę towarzyszy. Wszyscy jak jeden mąż entuzjastycznie wyrazili zgodę na to przedsięwzięcie jednak pewnej osobie przy tym stole zamigała lampka awaryjna w głowie.
-Wiecie co? Idźcie sami, ja dość kiepsko się czuję- stwierdziła patrząc przy tym ukradkiem na Marco,który zwęził swe oczy czując co się szykuje.- Zostanę w domku ale Wy bawcie się dobrze- dodała.
-Źle się czujesz? Przecież nie zostawimy Cię samą. Najwyżej przełożymy to na później- odparła stroskana przyjaciółka Amy lustrując Jej osobę.
-Ale nie ma sensu, żebyśmy wszyscy zmieniali swój plan dnia zostając z Amy- dodał Reus i zanim zdążył skończyć brunetka przemówiła:
-Właśnie, jestem dużą dziewczynką i poradzę sobie sama. Nic mi nie jest.
-Chciałem powiedzieć, że nie ma sensu aby Ann i Mario psuli sobie dobrą zabawę, bo ja zostanę również w domku. Sam nie najlepiej dzisiaj spałem to przy okazji odpocznę i będę miał oko na Amy- odrzekł wprawiając tym Amandę w osłupienie. Rozdziawiła szeroko swe oczy jak i usta czując jak ktoś pod stołem dotyka Jej nogi. Cofnęła energicznie część ciała piorunując wzrokiem Marco.

-Dobrze a więc ustalone- odparła uradowana Ann klaskając w ręce. Mario krzyżując ręce na piersi przypatrywał się żonie ze stoickim spokojem. Dobrze wiedział dlaczego blondynka o mało co nie podskoczyła do nieba.
***
Podążyła do swego zajmowanego pokoju by zamknąć się na cztery spusty i nie pokazywać nikomu. Jedyne na co miała teraz ochotę to zasnąć i obudzić się dopiero gdy skończy się ich przygoda w górach. Niestety, musiała wytrzymać jeszcze dwa dni a to z perspektywy zdarzeń wcale nie wydawało się być łatwe. Przykrywając się szczelnie kocem ułożyła swe ciało na łóżku i dopiero wtedy poczuła jaka jest zmęczona. Nie spostrzegła się nawet gdy Morfeusz porwał Ją w swe objęcia.
***
-Dobrze wiesz, że nie powinniśmy nigdzie iść- stwierdził Mario tarasując drogę blondynce.
-O co Ci chodzi? Idziemy przejść się na stok czy będziesz tu tak stał i udawał wieszak?- nie tracąc dobrego humoru Ann próbowała wyminąć osobę Goetzego w drzwiach jednak nie dała rady. Mario ujmując żonę za łokieć wprowadził Ją spowrotem do środka pomieszczenia.
-Dobrze wiesz, że Oni się pozabijają. Widziałaś jak Amy patrzyła na Marco?. Jakby Go chciała poćwiartować i wyrzucić przez okno.- dodał Niemiec.- Nigdzie nie pójdziemy i nawet o tym nie myśl.
-A właśnie, że pójdziemy i choćbym miała Cię wziąć na barana to pójdziesz ze mną! Oni się kochają do cholery! Nie widzisz tego? To niemożliwe, że już nic do siebie nie czują, nie uwierzę w to i już! A teraz zbierz te szanowne cztery litery i chodź ze mną albo zostawię Cię w najbliższym lesie, będziesz niezłą przekąską dla niedźwiedzi.
-Wcale nie jestem gruby!- odparł Mario zapominając o celu swej przemowy. Podążył za żoną dotrzymując Jej kroku.
***
Mimowolnie otworzyła oczy czując na sobie przenikliwe spojrzenie. Zdążyła uchylić ledwie powieki i zdawało Jej się, że znowu śni. Wielkie źrenice Marco wpatrywały się w Nią a twarz blondyna była tak blisko, że gdyby uniosła rękę mogłaby zanurzyć palce w blond czuprynie.
-Co Ty tu robisz?-wychrypiała swym głosem tuz po przebudzeniu nie spuszczając wzroku z Reusa.
-Przyniosłem Ci herbatę, no przecież martwię się o Ciebie- odrzekł przenosząc swój wzrok na usta byłej żony.
-Dobrze wiesz, że nic mi nie jest. Możesz się odsunąć? Chciałabym wstać.
-A co jeśli nie?- zapytał figlarnie unosząc jedną brew do góry. Przygwoździł swymi dłońmi Amy po obu stronach Jej głowy będąc jeszcze bliżej niż poprzednio.
-Nie zaczynaj- wyszeptała dziewczyna zbierając w sobie resztki sił by cokolwiek z siebie wyrzucić.
-Kochanie daj już spokój, po co ten cyrk?- zapytał blondyn przysuwając swe usta niebezpiecznie blisko. Musnął dolną wargę Amandy tak delikatnie, że dziewczyna poczuła jak w Jej brzuchu zaczęło się poruszać całe tuzin motyli. Jej uda zaczęły niebezpiecznie pulsować co nie było dobrą oznaką. W jednym momencie była zła na Reusa, że nie ośmielił się na odważniejsze pocałunki, chciała więcej....

Zarzucając swe ręce na szyję Marco przyciągnęła Go do siebie oddając się chwili. młody Niemiec wymruczał wprost w Jej usta imię Amanda co tylko spotęgowało Jej pragnienie. Nim się obejrzała leżała już na Marco szukając ukojenia w Jego ramionach. Całowali się bez tchu wytchnienia upajając się chwilą. Dopiero gdy Marco podchwycił pośladki Amy ta znieruchomiała.
-Nie.

*****
Cześć Kochane ;)
Mam nadzieję, że nie zabijecie mnie za ukrócenie akcji w takim momencie! :)
Dziś mam dla Was trochę ogłoszeń. (Hahahah jak w kościele)
1.Zapraszam na mojego drugiego bloga,iż waham się nad zawieszeniem Go.  http://zakazany-romans.blogspot.com/
2. Formatowałam ostatnio komputer i...( nie, nie usunęło mi rozdziałów bo zgrałam je na pendrive) ale zapomniałam zapisać Waszych blogów i teraz sama już się nie orientuję co czytałam a co nie. Byłoby miło jakbyście w komentarzach albo w spamie rzucili linkami. W czasie wolnym mam zamiar nadrobić.
3. Proszę anonimki o podpisywanie się, bo mam wrażenie, że jedna i ta sama osoba pisze ten sam komentarz! :)
No także miłego weekendu. ;)
NEXT=9 KOMENTARZY

piątek, 15 maja 2015

ROZDZIAŁ 14



Życie jest zabawne, prawda? Kiedy już myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, kiedy zaczynasz snuć plany i cieszyć się tym, że nareszcie wiesz, w którym kierunku zmierzasz, ścieżki stają się kręte, drogowskazy znikają, wiatr zaczyna wiać we wszystkie strony świata, północ staje się południem, wschód zachodem i kompletnie się gubisz. Tak łatwo jest się zgubić.
Cecelia Ahern


Czy przyjaźń damsko- męska istnieje? Opinii jest mnóstwo, tyle ile zwolenników jest i przeciwników ale Amy święcie chciała wierzyć, że tak. Istnieje. Gdy odebrała telefon od Marco o domniemanym wyjeździe w góry od razu chciała powiedzieć kategoryczne NIE. To, że się pogodzili nie znaczyło, iż od razu będą jeździć na wspólne wycieczki jakby nigdy nic. Lecz gdy blondyn przekonał Ją, że tak naprawdę to wszystko zasługa Ann to nie mogła się nie zgodzić. Ann Kathrin rozszarpująca Ją na środku ulicy? Nie, to na pewno nie byłby miły widok. O dziwo dzień przed wyjazdem cieszyła się z tego, że podjęła takie kroki. Dawno już nie była nigdzie z przyjaciółmi, a zwłaszcza po to aby tak beztrosko wypocząć. Zamykając więc swą podróżną torbę poszła pod prysznic z radosnym spokojem ducha, który nakazywał Jej pełną euforię umysłu.
***
-Myślisz, że się pogodzą?- zapytała Ann Kathrin rozpakowując swe walizki w pokoju, który zajmowała z Mario. Chatka była piękna, taki prawdziwy leśny domek z kominkiem i tym wszystkim co powinno być na swoim miejscu.
-Nie wiem, chyba nie powinniśmy się do tego wtrącać, prawda Ann?- zapytał unosząc brwi lustrując dokładnie dziewczynę. Doskonale znał Jej możliwości i nie chcąc zaskarbić sobie kłopotów wolał pilnować Jej wyczyny dwadzieścia cztery godziny na dobę.
-Tak, tak- odrzekła szybko kierując swój wzrok gdzieś w dal, Jej myśli już dawno były gdzie indziej.
-Nawet nie próbuj tego robić! Dosyć, że....
Mario próbował zacząć swój wykład o domniemanym swataniu swojej żony lecz w tej samej chwili do pokoju zapukał obiekt ich rozważań.
-Idziecie na stok? My z Amy jesteśmy już gotowi, jest piękna pogoda, ruszcie się- ponaglił ich Marco a Ann uradowana wymijając Goetzego szepnęła Mu do ucha:
-Zobaczymy....
Brunet wznosząc rozpaczliwie brwi do góry zaczął błagać o litość. Prawda była taka, że choćby bardzo chciał nie mógł sprawować całkowitej kontroli nad Ann.
***
Góry tego roku są piękne, zjawiskowe a pogoda rozpieszcza swych urokiem. Cała czwórka turystów szła jak urzeczona po skrzypiącym śniegu podziwiając nieznane widoki. Co chwila ktoś przed nimi przecinał im drogę zjeżdżając na nartach ale nic ich to nie obchodziło. Całkowicie nic nie było w stanie popsuć im wypoczynku. Tu nawet nikt ich nie rozpoznawał, mogli choć przez chwilę oderwać się od rzeczywistości i zapomnieć o tym co będzie po powrocie.
Amanda razem z Ann przystanęły na szlaku czekając na Mario i Marco, którzy mieli przynieść narty dla nich. To miał być pierwszy raz Amy na tymże przyrządzeniu, jeszcze wczoraj zamierzała błagać całą trójkę przyjaciół o wyrozumiałość ale byli nieugięci. Doskonale wyobrażała sobie stan swoich bolących pośladków nazajutrz, ale trudno. Słowo się rzekło, przecież nie ucieknie do lasu.
-Nie bój się głuptasie. Przecież dasz sobie radę, ja się nauczyłam to Ty tym bardziej...-Pani Goetze chciała jeszcze coś dodać lecz poczuła jak wpada na Nią ciężki osobnik. Niestety nie dała rady utrzymać równowagi, toteż zaczęli się kulać z góry jak banda rozwrzeszczanych dzieci. Na szczęście nieopodal znajdowało się małe drzewko, które zatamowało ich dalszą wędrówkę. Ann już miała na końcu języka, to co zamierzała powiedzieć okropnemu osobnikowi, który staranował Ją. Wstała na chwiejnych nogach zauważając, że wygląda jak bałwan i gdy się obróciła zauważyła znajomą twarz.
-Ty głupku! Zrobiłeś to specjalnie! Jesteś nienormalny, mogliśmy sobie złamać nogi!- wrzeszczała jak opętana popychając co chwila bezradnego Mario. W efekcie Goetze nadal stał na nartach i znów się przewrócił turlając się wgłąb stoku.
-Mój Boże! Mario nic Ci nie jest?!- uklęknęła przy Nim sprawdzając czy wszystko w porządku.
-Potrzebuję sztucznego oddychania- wyszeptał podnosząc jedną powiekę do góry.
-Świr!- skomentowała głośno blondynka kładąc się na swoim mężu. Złożyła na Jego zimnych ustach pocałunek sprawiając, iż w ich ciałach zaczęła płynąć gorętsza krew.
***
-Są słodcy prawda?- zapytała Amy spoglądając z uśmiechem na przyjaciół.
Marco odwzajemnił uśmiech po czym rozmyślając nad czymś głęboko zaczął objaśniać Amandzie na czym tak naprawdę polega narciarstwo.
-Przecież się zabiję i nic więcej z tego nie będzie.- odprychnęła dziewczyna patrząc na swoje nogi, które ubrane już były w zimowy sprzęt.
-Będę Cię asekurował- odrzekł blondyn podając dłoń brunetce, tak aby mogła wstać ze śniegu.
-Łapy przy sobie!- zagroziła uśmiechając się szeroko. Zamierzała dać ostrzeżenie Reusowi i pociągając Go za dłoń znalazł się leżący na brzuchu tuż koło brunetki.
-Zapłacisz mi za to!- podnosząc się nieznacznie z białego puchu zaczął obkładać dziewczynę śniegiem.
-Marco nie! Błagam, będzie mi zimno i nie! Ostrzegam Cie nie pod bluzkę!- krzyknęła lecz było już za późno. Chcą odpłacić się blondynowi tym samym kopnęła Go nieznacznie tak, że powtórzył lot w dół swoich poprzedników. Nie zamierzała sama czekać aż ktokolwiek zechce wejść na górę toteż kładąc się na śniegu sturlała się na sam dół wesołej gromadki.

***
Zima bywa piękna, ale taka prawdziwa z dużą ilością śniegu i dobrej zabawy. Amanda odkąd pamiętała kochała tę porę roku. Już jako dziecko  lepiła bałwana oraz uczestniczyła w przeróżnych   zabawach na śniegu dzięki którym dorobiła się wielu siniaków. Lecz nie to było najważniejsze. 
Budząc się z samego rana otworzyła okno na oścież by poczuć na twarzy powiew świeżego powietrza. Zamknęła oczy i wdychając orzeźwiający tlen poczuła jak nieziemsko rozprzestrzenia się po płucach. W jednej chwili powzięła myśl, by przejść się po zakamarkach gór. Ubierając się zeszła  po cichu na dół, by nie zbudzić reszty domowników. Wdziała na swe ciało ciepłą kurtkę wraz z czapką i szalikiem po czym wyszła na zewnątrz. Mimo tego, iż temperatura była na minusie twarz dziewczyny wykrzywiła się w uśmiechu gdy poczuła skwierczący śnieg pod butami.
-Przeziębisz się- stwierdził znany jej głos za plecami. Obróciła się na pięcie by upewnić się kto stoi za nią.

-Nie możesz spać?- zapytała pocierając dłońmi o siebie aby Je rozgrzać.
-Uwielbiam takie śnieżne poranki w górach, tutaj nie myślę o niczym. Tak jakby wszystkie problemy nagle zniknęły- odrzekł Reus spoglądając kątem oka na dziewczynę.
-Tak, strasznie magiczne to miejsce. Zupełnie jak w bajce- odparła żałując w tej chwili, że zapomniała rękawiczek.Przez te kilka chwil dłonie tak zdążyły Jej zmarznąć, że powoli nie czuła już palców.
-Zawsze zapominasz o rękawiczkach. Powinnaś Je sobie przyszyć- uśmiechnął się blondyn stojąc  naprzeciwko brunetki. Chwycił Jej dłonie w swe silne ręce. Amy uniosła swe oczy ku górze, by sporzeć na twarz swego towarzysza. Od razu pożałowała tej decyzji, zdała sobie sprawę, że Marco również Jej się przypatruje. Poczuła oblewający rumieniec na twarzy. Ta chwila była tak idealna, zupełnie jakby ta dwójka ludzi była nastolatkami na pierwszej randce. Palce Reusa gładziły dłonie Amy tak delikatnie niczym muskanie piórkiem, mimo tego momentalnie zrobiło Jej się gorąco i to nie tylko w dłoniach ale na całym ciele.
-Marco...-wyszeptała Jego imię gdy ujrzała twarz Niemca zbliżajacą się do Jej postury. Powinna uciekać jak najszybciej ale nogi odmówiły Jej posłuszeństwa, zupełnie jakby ugrzęzła w białym puchu. Marco nie spuszczając wzroku z brunetki próbował Ją uciszyć. Chciał poczuć bliskość Jej ciała, pragnął Jej dotyku, poczucia beztroski przy Jej boku. Czy to było wiele? Oddałby wszystkie swoje błędy. Kładąc kciuk na Jej malinowych zziębniętych ustach ni mógł oderwać od nich wzroku. Jedyną rzeczą o jakiej był w stanie myśleć to wizja aby złożyć na tych wargach pocałunek. Gładząc jeszcze przez kilka sekund usta zbliżał się coraz bardziej. Amanda nie oponowała, zamiast tego w geście bezradności zamknęła oczy. Marco ujmując twarz dziewczyny w obie dłonie poczuł waniliowy zapach Jej ciała. Tylko Ona tak potrafiła pachnieć, to był zapach Amy. Jego Amy. Gdy zaczął Ją całować dziewczyna o mało co nie odpłynęła. Poczuła jak kolejny raz tego poranka nogi robią to co chcą. Mruknęła wprost w usta blondyna czując przyjemne uczucie. Pocałunki były tak delikatne jak powiew wiatru. Uczucie jakie ogarnęło Amy było tak doskonałe, że zapragnęła więcej. W jednej chwili przestały Jej wystarczyć lekkie muśnięcia zniewalających męskich warg. Kładąc dłonie na klatce piersiowej blondyna ośmieliła się na coraz bardziej odważne kroki. W tym momencie nie liczyło się nic. Tylko Oni. W pewnym momencie dziewczynie zabrakło tchu, więc nieco się odsunęła by złapać w płuca trochę powietrza. Zdała sobie sprawę z powagi sytuacji, tak długo potrafiła żyć w przekonaniu, że uwolniła się od byłego męża a teraz wystarczyła jedna chwila i co? Poszukiwała rozpaczliwie jakiegokolwiek wytłumaczenia dla swojego występku lecz w Jej mózgu powstała czarna dziura. Ostatni raz spojrzała w czekoladowe tęczówki blondyna po czym wyswobodzając się z uścisku wyszeptała ciche ''Przepraszam''. Czuła nieprzeniknione spojrzenie Marco, widziała Jego wzrok pełen bólu ale nie mogła zostać. Oddaliła się więc jak najdalej pragnąc zapaść się pod ziemię.
***
Gdy tylko otworzyła oczy postanowiła wziąć ciepłą kąpiel w wannie z mnóstwem zawartości olejku relaksacyjnego. Odkąd wczoraj Mario wpadł na Nią na stoku czuła ból w każdej części ciała. Była posiniaczona  niemal wszędzie lecz wcale nie była zła na bruneta. Czasami bywał jak małe dziecko i za to przecież Go kochała, codziennie dostarczał Jej nowych wrażeń. Odpoczywając w ogromnej wannie poczuła jak każdy mięsień w Jej ciele ulega rozluźnieniu. Relaksując się w ciszy nie zdawała sobie sprawy ile czasu już minęło. Sięgnęła po biały, puchowy ręcznik po czym wycierając swe ciało narzuciła na siebie tego samego koloru szlafrok. Wychodząc  z łazienki dostrzegła, ze Jej partner już nie śpi. Mruknął tylko pokazując swój zniewalający uśmiech. Nie przestawał wpatrywać się w Ann jak w obrazek.
-Mario? Coś nie tak?- zapytała szukając odzieży w swej podróżnej torbie.
Goetze podszedł bliżej dziewczyny zmuszając Ją aby odwróciła się w Jego stronę.
-Muszę Ci coś powiedzieć- przybierając najpoważniejszy wyraz twarzy na jakiego Go było stać kontynuował:
-Niech to szlag. Chyba jestem zmuszony przegrać ten cholerny zakład- wyszeptał  wprost do Jej ucha odgarniając za Jej małżowinę przemoczone kosmyki włosów.
-Tak?- zapytała podnosząc do góry jedną brew.
-Mhmm- przytaknął rozwiązując już jedną ręką supeł białego szlafroka.
-Mario, mieliśmy iść zaraz na śniadanie- odrzekła dziewczyna czując mokre ślady jakie zostawiał młody Niemiec na Jej szyi.
-Bez nas nie zaczną- odparł nic sobie nie robiąc z protestów swej żony.
***
Wróciła w pośpiechu do domu czując rozdzierający ból z tyłu głowy. Tego nie przewidziała, jak mógł Ją pocałować i co gorsza jak Ona mogła do tego dopuścić? Bała się cholernie tej myśli, że strasznie Jej się podobało i miała ochotę o powtórzyć. To przecież niedopuszczalne, jesteśmy po rozwodzie- te myśli rozpierały Jej czaszkę eksplodując Ją od środka.  W geście paniki wpadając do pokoju postanowiła zadzwonić do Angie, aby choć na chwilę zapomnieć o chwili słabości.
-Amanda?- rozbrzmiał głos w słuchawce- Dlaczego dzwonisz o dziewiątej rano?- zapytała zaspana młodsza siostra, która akurat dziś miała ochotę pospać dłużej.
-Pamiętasz jak dawałam Ci wykład na temat tego, żebyś nie robiła głupstw kiedy dorośniesz?- zapytała wpatrując się w widok za oknem i jak na skaranie Boskie ujrzała Reusa, który kroczył w stronę domu. Zasłoniła szybko okno zasłoną by nie zauważył Jej osoby czuwającej przy framudze.- No to widzisz tego chyba tak do końca nie można kontrolować- odparła.
-Amy? Coś się stało? Jesteś cała? Nie miałaś wypadku w tym samolocie, prawda?- zapytała przestraszona Angie podnosząc się z łóżka.
-Nie, spokojnie. Dolecieliśmy cali i zdrowi po prostu nie mam z kim porozmawiać i pomyślałam o Tobie malutka.
-Przecież wiesz, że zawsze możesz do mnie zadzwonić. Co jest?
-Całowałam się z Marco- odparła na jednym tchu brunetka.
-O cholera- skwitowała młodsza siostra.
***
Heii ;*
Dziś bez zbędnych komentarzy ;)
Zapraszam też na mojego drugiego bloga ;)
NEXT=7 KOMENTARZY
<3